J A P O N I A

 

                     J A P O N I A

 

J A P O N I A

 

                        J A P O N I A

J A P O N I A

 

Zwiedzanie Muzeum Bomby Atomowej jest przeżyciem dramatycznym i traumatycznym. Jak świat długi i szeroki toczą się spory, czy powinno się w trakcie podróży sycić oczy nieszczęściem, które stało się udziałem setek tysięcy ludzi. Powstał nawet specjalny termin: „turystyka śmierci” – na tym ponurym szlaku przestrzegającym nas przed cienką granicą, na której kończy się człowieczeństwo my również mamy swojego przedstawiciela, jakim jest obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Jest to temat na długą debatę, ale nie mam wątpliwości, że miejsca takie nie tylko powinno się zwiedzać, ale jest to nawet nasz obowiązek. Po pierwsze, skoro ktoś upamiętnił te straszne wydarzenia w formie stałej ekspozycji muzealnej, z wyraźnym przesłaniem, że drastyczność widzianych tam obrazów ma zakorzenić się głęboko w ludzkiej świadomości oraz zmusić człowieka do refleksji i w konsekwencji do stanowczo negatywnej postawy wobec produkcji i przechowywania arsenałów broni nuklearnej, to ominięcie takiego muzeum stanowiłoby przejaw niewybaczalnej ignorancji (choć rozumiem, że dla części ludzi wizyta w takich miejscach będzie „ponad ich siły”). Po drugie, niezmiernie podobało mi się podejście samych Japończyków, którzy drobiazgowo udokumentowali okropieństwa związane z bronią atomową, ale zrobili to z jasnym przekazem: nie chodzi o rozdrapywanie ran, tylko o zapobieganie takim sytuacjom w przyszłości. Niech świadectwo tragedii mieszkańców Hiroshimy uchroni ludność innych miast przed skutkami użycia broni nuklearnej. W tym całym przekazie nie ma nawet słowa pretensji, że to „Ci źli Amerykanie”, nie ma żadnej przesadnej martyrologii , którą tak bardzo uwielbiamy my, Polacy. Jest za to wstrząsający materiał o przebiegu zdarzeń z sierpnia 1945 roku, przygotowany z chłodną kalkulacją – czasami nawet miałem wrażenie, że Japończycy urządzili to muzeum trochę w taki sposób, jak gdyby opowiadali o wydarzeniach dziejących się hen daleko, gdzieś w jakimś odległym kraju. Ekspozycja przygotowana jest w takiej formie, że opuszcza się gmach muzeum pełnym pokory, a nie nienawiści dla sprawców. W muzeum zobaczyć można ogromne zdjęcia miasta - przed wybuchem i tuż po nim,  materiał filmowy zarejestrowany na pokładzie bombowca „Enola Gay”, fotografie potwornie okaleczonych i zdeformowanych ludzi, odkształcone pod wpływem temperatury zabawki i butelki, czy strzępy dziecięcych ubrań. Niektóre ekspozycje i eksponaty są przytłaczające, a całość przygotowana jest z japońską precyzją  i drobiazgowością – oglądając trójkołowy rowerek, jeden z najbardziej rozpoznawalnych eksponatów, możemy dowiedzieć się, że należał on do czteroletniego Shinichiego Tetsutaniego, który tego pamiętnego dnia jeździł na nim pod domem oddalonym o 1500 m od epicentrum wybuchu. Chłopiec doznał dotkliwych poparzeń i zmarł jeszcze tego samego dnia – ojciec spalił zwłoki i pochował je na podwórku wraz z ukochanym rowerkiem. Dopiero po 40 latach sędziwy rodzic przeniósł prochy synka do rodzinnego grobowca, a rowerek przekazał do muzeum. Sale budynku muzeum w Hiroshimie wypełnione są właśnie takimi historiami.
Dzisiejsza Hiroshima to szybko rozwijające się miasto, z nowoczesnymi budynkami oraz prężnie działającym przemysłem samochodowym i stoczniowym. Zabytków do zwiedzania wielu się tutaj nie znajdzie – co jest rzeczą dosyć oczywistą, a powody tego stanu rzeczy nie wymagają raczej szerszego omówienia. Hiroshima z pewnością wolałaby pozostawać anonimowym miastem „gdzieś w Azji” , o którym mało kto słyszał - jak do niedawna chińskie Wuhan. Los chciał jednak inaczej i jedno z większych japońskich miast ogólnoświatową sławę zawdzięcza straszliwej historii, która stała się jego udziałem. Taki paradoks: większość ludzi wie o istnieniu tego miasta z powodu tego, że praktycznie istnieć przestało.

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie

Japonia, Hiroshima

Nowoczesna metropolia w cieniu atomowego grzyba
Hiroshima - Genbaku Domumae (dawny gmach Izby Przemysłowo - Handlowej), powszechnie nazywana Katedrą Bomby Atomowej, jeden z nielicznych budynków, który przetrwał wybuch
Hiroshima, Gokuku-jinja, występ bębniarzy taiko
Spacerując wieczorem po Hiroshimie zupełnie niechcący znalazłem się na obchodach Manto Mitama Matsuri - święta poświęconego pamięci ofiar wojny, odbywającego się w chramie Gokuku-jinja. Na specjalnie wzniesionej nieopodal całkowicie zrekonstruowanego zamku scenie, można było podziwiać muzyczno - taneczne pokazy nawiązujące do kultury regionu, m.in. układy choreograficzne z ogniem, występy zespołu bębniarzy oraz tańce grupy mężczyzn z wykorzystaniem samurajskich mieczy.
Hiroshima - pokój w stylu japońskim, czyli 5 m. kwadratowych z udogodnieniami
Noclegi w Hiroshimie zarezerwowałem w tradycyjnym japońskim ryokanie, co samo w sobie stanowiło ciekawe doświadczenie. Przed budynkiem zlokalizowana była maleńka rabatka o szerokości płyty chodnikowej, uprawiana przez sędziwą już właścicielkę niemalże z czcią. Pojawia się pytanie, czy miłość do przyrody i zieleni jest tak głęboko zakorzeniona w Japończykach dlatego, że mają tak małe przestrzenie własnych ogródków? Czy gdyby dysponowali hektarami ziemi to leżałyby one odłogiem? Czy układają z taką czcią te swoje skalniki dlatego, że łatwo jest dbać o coś tak małego, a gdyby mieli wielki trawnik to w oczy rzucałaby się jedynie nieskoszona trawa? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Pokój, który miałem do dyspozycji wraz z kolegą również był malutki, przy czym był zagospodarowany w taki sposób, aby racjonalnie wykorzystać każdą przestrzeń. Zamiast łóżek rozkładało się materace futon, które w ciągu dnia przechowywało się w jednym ze skrzydeł wnękowej szafy. Na podłodze znajdował się maleńki, niski stoliczek. Telewizor wisiał we wnęce, której dolną część zajmowało malutkie biurko. Do ściany na stałe przymocowana była niewielka deska do prasowania – rozkładana jedynie w tym celu, a w pozostałym czasie przylegająca pionowo do ściany i nie zabierająca wolnego miejsca. I to by było na tyle. Aha, w telewizji publicznej o godzinie 22 emitowane było ostre porno, chociaż poddane japońskiej cenzurze – narządy płciowe były całkowicie wypikselowane. Fan pornografii wywodzący się ze świata zachodniego mógłby poczuć się urażony – w jakim to bowiem celu oglądać porno, na którym nie widać nagości? Ale to w końcu Japonia – tam najbardziej podniecające jest nie to, co na wierzchu lecz to, co jest ukryte i staje się widzialne dopiero przy użyciu wyobraźni. Rozrzucone ubrania, skrzypiące łóżko i głuche jęki stwarzają jedynie odpowiedni klimat, by tą wyobraźnię pobudzić. Japończyk nie płaci za wulgarne ujęcia, lecz za to, by odtwarzając pornosa stworzyć odpowiedni podkład do uruchomienia własnych fantazji. Przynajmniej tak mi się wydawało – zrozumienie Japończyka nie jest rzeczą łatwą.
Hiroshima, Muzeum Pokoju - rowerek czteroletniego Shinichi Tetsutaniego, jednej z licznych ofiar wybuchu z dnia 6 sierpnia 1945 r. ; bardzo przygnębiający i zapadający głęboko w pamięci eksponat 
Hiroshima tragicznie zapisała się na kartach historii jako miejsce, na które zrzucono pierwszą bombę atomową. W dniu 6 sierpnia 1945 roku o godzinie 8:15 amerykański bombowiec B-29 „Enola Gay” przeleciał nad centrum miasta zrzucając bombę, która wybuchła 43 sekundy później na wysokości 580 m. tworząc wielką ognistą kulę, a następnie grzyb atomowy o wysokości 8910 m. Tego dnia zginęła niemal 1/3 spośród 350 tysięcy mieszkańców miasta. Pozostałe kilkadziesiąt tysięcy zmarło w związku z eksplozją w późniejszym okresie. Fala ciepła była tak potężna, że podobno paliła ludzką skórę, a ciśnienie spowodowane przez wybuch rozrywało ciała lub powodowało uszkodzenia organów wewnętrznych. Kawałki pękającego szkła przeszywały ludzi na wylot, a wokół nich całe miasto płonęło. Osoby, które przeżyły wybuch narażone były na działanie promieniowania radioaktywnego, co powodowało nagłe zgony nawet u tych osób, które nie odniosły żadnych bezpośrednich obrażeń w wyniku wybuchu, a to z kolei wywołało panikę wśród ludności. Wiele spośród osób, którym udało się przetrwać sam wybuch, dotknięte zostało kalectwem, zniekształceniami ciała i chorobami nowotworowymi - do dziś w Hiroshimie odnotowuje się najwyższy w Japonii wskaźnik zachorowań na raka. Spacerując dziś ulicami miasta wśród biurowców i centrów handlowych trudno uwierzyć, że miasto to zostało dosłownie zdmuchnięte z powierzchni ziemi w nie tak znowu odległej przeszłości.
Większość przyjeżdżających tu corocznie turystów przybywa do Hiroshimy głównie po to, by odwiedzić znajdujący się w centrum miasta Park Pokoju. Na jego obrzeżach pozostawiono ku przestrodze przyszłych pokoleń tzw. Katedrę Bomby Atomowej - ruiny dawnej Izby Przemysłowo-Handlowej, która znajdowała się w epicentrum wybuchu. Jest to jeden z nielicznych budynków, których konstrukcja przetrwała wybuch - w promieniu 3 km praktycznie wszystko wokół zostało zniszczone. W drodze do Muzeum Bomby Atomowej mija się pomnik upamiętniający dzieci, które zginęły w wyniku wybuchu oraz zmarły na skutek napromieniowania. Pomnik przedstawia dziewczynkę z wyciągniętymi ku górze ramionami, nad którą znajduje się żuraw - uważany w Japonii za symbol szczęścia i (o ironio!) długiego życia. Pomnik nawiązuje do smutnej historii 10-letniej Sadako, która kilka lat po wybuchu zachorowała na białaczkę w wyniku napromieniowania. Dziewczynka postanowiła złożyć 1000 żurawi z papieru, wierząc, że pozwoli jej to wyzdrowieć - niestety zmarła, zanim udało jej się dokończyć dzieła. Na pamiątkę tej historii dzieci z japońskich szkół po dziś dzień składają pod pomnikiem papierowe żurawie. Z drugiej strony budynku Muzeum znajduje się pomnik matki, próbującej uchronić dziecko przed czarnym deszczem, który spadł w dniu wybuchu
Hiroshima, Muzeum Pokoju - pomnik matki próbującej uchronić dziecko przed czarnym deszczem, który spadł w dniu zrzucenia bomby atomowej na miasto
Hiroshima, Park Pokoju - japońskie uczennice zbierają podpisy w sprawie zakazu posiadania arsenału nuklearnego
Pod gmachem Muzeum Bomby Atomowej uczennice szkół podstawowych zbierają podpisy pod apelem do wielkich tego świata w sprawie całkowitej likwidacji arsenału nuklearnego – chociaż można przypuszczać, że apel ten nigdy nie zostanie wysłuchany, to zapewniam, że nie ma osoby, która po obejrzeniu ekspozycji hiroshimskiego muzeum odmówiłaby tym dziewczynkom podpisu. I chociażby właśnie dlatego otwieranie takich muzeów ma sens. A należy pamiętać, że przetestowana przez ZSRR już w 1961 roku bomba wodorowa była 3300 razy silniejsza niż ta z Hiroshimy. Jaką więc bombę ludzkość potrafi wyprodukować po kolejnych 60 latach „rozwoju”?