J O R D A N I A

 

 

J O R D A N I A

 

J O R D A N I A

 

J O R D A N I A

 

J O R D A N I A

 

Do Wadi Rum można dotrzeć na niezliczoną ilość sposobów, natomiast w przypadku większości osób (poza osobami, które chcą na przykład poruszać się po pustyni na piechotę, z własnym namiotem oraz zaopatrzeniem) ktoś nas będzie musiał po tym obszarze obwieźć w ramach tzw. jeep tour, a w wielu przypadkach również nakarmić i przenocować. Ze zorganizowaniem tego wszystkiego, jak na kraj arabski przystało, nie ma najmniejszych problemów. Można przyjechać pod wrota Vistor Center bez żadnego planu i z pewnością dla nikogo wycieczki nie zabraknie. Wybierając jednak taką opcję trzeba pamiętać, że ludzie z kręgów cywilizacji zachodniej może i sterują światową gospodarką, ale w porównaniu do przeciętnego Araba zdolności negocjacyjne mają raczej mizerne. Jednym słowem, od chwili przekroczenia granicy Yitzhak Rabin/Wadi Araba i postawieniu stopy na ziemi jordańskiej, wszelkie koszty stają się umowne, a ich finalna wysokość zależy wyłącznie od umiejętności targowania się z bardziej doświadczonym partnerem handlowym. Wspominając swoje sukcesy na tym polu w trakcie poprzedniej wizyty w Jordanii, gdy wytargowałem cenę 50 JOD za przejazd taksówką do Petry (w cenniku było 45 JOD), a następnie udało mi się zbić cenę bransolet „ze srebra wysokiej próby” do 10 JOD za trzy (początkowo było 20 JOD za 4) stojąc przy stoisku z ogromnym napisem: „4 bransolety = 10 JOD”, tym razem postanowiłem załatwić sprawy organizacyjne jeszcze przed wyjazdem, siedząc w domu przed komputerem. Zauważyłem bowiem pewną prawidłowość w kształtowaniu stosunków handlowych z ludnością arabską – zawsze oszczędzam albo pieniądze, albo czas i nerwy. Na ogół nie są to pieniądze. 

Granica izraelsko – jordańska Yitzhak Rabin/Wadi Araba znajduje się na terenie wojskowym i nie ma możliwości, aby po jej przejściu obrazić się na taksówkową mafię i pójść sobie dalej na piechotę. Taksówki są jedynym sposobem wydostania się stamtąd, czy to do pobliskiej Aqaby, czy też dalej w głąb kraju, a taksówkarze narzucają „oficjalny” cennik bez żadnej możliwości negocjacji cen. Wybór jest więc prosty – albo się na ich stawki godzimy, albo siedzimy na granicy do czasu, aż zmiękniemy. Ponieważ istnienie tego rodzaju mafii taksówkowych niezmiernie mnie irytuje, postanowiłem tym razem zagrać im na nosie i uwarunkować wykupienie pakietu obejmującego zwiedzanie pustyni Wadi Rum wraz z noclegiem i wyżywieniem oraz transfer z granicy na pustynię i z pustyni do Aqaby, a następnego dnia z powrotem do granicy. Za całą tą kompleksową usługę zapłaciliśmy finalnie 440 JOD za 7 osób, czyli po około 340 złotych za osobę. W cenie tej mieliśmy poszerzoną nieco wersję pustynnego safari, czyli sześciogodzinną wycieczkę jeepem po trasie obejmującej wcześniej ustalone atrakcje. Jest to o tyle ważne, że oferowana w standardzie czterogodzinna przejażdżka nie daje możliwości odwiedzenia wszystkich najbardziej spektakularnych punktów i wymaga rezygnacji z kilku miejsc, do których naprawdę warto dotrzeć.  

Z niedawno otwartego lotniska Ramon w Ejlacie do przejścia granicznego dojechać można autobusami nr 30 lub 50, odjeżdżającymi z częstotliwością dostosowaną do liczby lądujących o danej godzinie samolotów. W naszym przypadku, autobusy obu linii odjeżdżały naprzemiennie co 15 minut. Podróż trwa około 20 minut, zaś bilet kosztuje ok. 5 złotych. Z przystanku trzeba odbyć półtorakilometrowy spacer do przejścia granicznego, skąd po stronie jordańskiej odebrał nas umówiony wcześniej kierowca, który zawiózł nas na stację benzynową zlokalizowaną przy wjeździe na teren pustyni. Stamtąd pick-upem odwieziono nas na teren obozowiska, dokąd dotarliśmy około godziny przed zachodem słońca, z miejsca więc wyruszyliśmy obadać bezpośrednią okolicę naszego campu. Około 19 zaserwowano nam obfity posiłek, czyli standardowo serwowany w tych okolicach zarb – rodzaj beduińskiego grilla, którego przygotowanie stanowi atrakcję samą w sobie. Cały proces przebiega w beczce zakopanej w piasku - beczkę opala się, aby złapała temperaturę, a następnie pakuje się do niej mięso, ziemniaki i cukinię, po czym zamyka się wieko, a całą beczkę zakopuje w piasku na jakieś 3 godziny. Efekty są zadziwiająco dobre, a podduszone w ten sposób składniki rozpływają się w ustach. Cały posiłek podawany jest w formie szwedzkiego stołu. Oprócz mięsa, które nakłada Beduin wyznaczony rzekomo do pomocy biesiadnikom, a w praktyce do pilnowania, by nikt nie naładował sobie dziesięciu porcji. Po obfitej kolacji poszliśmy po raz kolejny eksplorować pustynię, tym razem z butelką Jacka Danielsa – niemiłego beduińskim obyczajom. Co ciekawe, wydawać by się mogło, że spowite mrokiem pustkowie pogrążone będzie w zupełnych ciemnościach. Ale nic z tych rzeczy – księżyc spoglądający z rozświetlonego milionami gwiazd nieba dawał tyle światła, że wszystko wokół rzucało cień. Było to niezwykle ciekawe doświadczenie – przemierzać nocą pustynię bez konieczności oświetlania sobie drogi. Warto pamiętać, że w okresie zimowym temperatura na pustyni spada w okolice zera stopni Celsjusza, zatem przespanie nocy w namiocie – nawet takim, którego poszycie wzmacniane jest derkami, uzależnione jest od posiadania odpowiedniej ilości ciepłych ciuchów. W trakcie grudniowego dnia na zewnątrz panuje przyjemna temperatura 15-20 st. C , lecz przemieszczając się na otwartej pace auta również na upał nikt narzekać nie będzie. 

Po obfitym śniadaniu wyruszyliśmy na objazdówkę po pustyni. Często powtarza się, że krajobrazy roztaczające się na Wadi Rum przypominają powierzchnię Marsa. Pierwsze wrażenia rzeczywiście budzą skojarzenia z Czerwoną Planetą, zapewne dlatego, że po prostu większość filmowych produkcji, których akcja toczy się na Marsie kręcono właśnie na Wadi Rum. Pejzaże pustyni nie tyle więc wyglądają jak powierzchnia Marsa, co jak nasze wyobrażenie o niej. Tak czy inaczej, dolina poprzecinana pięknymi formacjami skalnymi, często o nietypowych kształtach, zrobi chyba wrażenie nawet na najbardziej wymagających podróżnikach. Bywałem na różnych pustyniach, ale tak pięknej z pewnością nie widziałem jeszcze nigdy w życiu. Jak wspominałem, warto naciskać na to, żeby oferowana przejażdżka trwała co najmniej 6 godzin. Jest to czas wystarczający, aby odwiedzić najciekawsze miejsca ukryte na terenie Wadi Rum, do których zaliczyłbym:  

Formacja z piaskowca w kształcie ogromnego grzyba.

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie
W rankingu „miejsc najczęściej odwiedzanych przez Polaków” jordańska pustynia Wadi Rum prześcignęła z pewnością już Kazimierz Dolny, a kto wie – być może nawet Islandię. Zdanie to może wydawać się absurdalne, ale takie mamy w tej chwili realia – od momentu ekspansji tanich linii lotniczych na rynku Izraelskim i Jordańskim, państwa te stały się niezmiernie popularnym kierunkiem kilkudniowych wycieczek dla mieszkańców naszego kraju. Jest to zresztą cel całkowicie zamierzony i nie ma tu żadnego przypadku – skoro za bilet powrotny do izraelskiego Ejlatu zapłaciłem 112 złotych, to znaczy, że rząd Izraela dopłacił WizzAirowi za dostarczenie mnie na miejsce kilkadziesiąt euro. Bo chociaż obserwując lotnicze promocje czasami trudno jest uwierzyć w opłacalność organizacji przelotów, to jednak ktoś musi bilansować ich rentowność. A zarówno Izrael jak i Jordania mocno inwestują w przemysł turystyczny i są skłonne dopłacać do biletów, aby tylko przyjezdni zostawili trochę gotówki na miejscu. O samym Wadi Rum napisano już na polskojęzycznych blogach tyle, że w zasadzie musiałbym tu powielać treści opublikowane gdzie indziej, czego z reguły staram się nie robić. Ograniczę się zatem do krótkiego opisu, jak można sobie taki przedłużony weekend na jordańskiej pustyni zorganizować oraz do poruszenia kwestii, co do których nie potrafiłem znaleźć jednoznacznych wskazówek planując swoją podróż. 

Jordania, Wadi Rum

Small Rock Arch - jeden z naturalnych skalnych łuków na pustyni Wadi Rum

Skała ze starożytnymi inskrypcjami z czasów thamudejskich bądź nabatejskich.

Anfishieh Inscriptions
Wieź mnie na pustynie, mości Beduinie! 
Organizacja pobytu na pustyni

Wodne źródło ze spektakularnym widokiem na Wadi Rum

Lawrence Spring 

Kanion ze ścianami pokrytymi skalnymi inskrypcjami. Okresowo przepływa przez niego strumień, więc zimową porą może tu być bardzo ślisko.

Khazali Canyon

Najmniejszy  z trzech charakterystycznych skalnych łuków na terenie Wadi Rum. Świetny punkt widokowy.

Small Rock Arch
Umm Fruth Rock Arch

Naturalny most skalny położony na jednym ze wzgórz, położony na wysokości 300 m na górze Jebel Burdah. Wejście na niego zajmuje około 3-4 godzin, więc jest organizowane jako oddzielna atrakcja.

Burdah Arch
Mushroom Stone

Naturalny most skalny wyrzeźbiony przez wodę i wiatr, na który można się niewielkim wysiłkiem wspiąć po dość stromym podejściu.

Ogromna wydma z wielobarwnymi skałami i czerwonym piaskiem. 

Red Sand Dune
Pustynia Wadi Rum o zmierzchu - malownicza okolica naszego obozowiska

Zamiast przepisywać z innych portali dane statystyczne dotyczące Wadi Rum lub opisywać historię Beduinów, postanowiłem w dalszej części wpisu skoncentrować się na temacie ważnym, aczkolwiek pomijanym przez większość osób dzielących się swoimi wrażeniami z Jordanii. O tym, że kraj ten ma sporo do zaoferowania przyjezdnym wiadomo już od dawna, jednak wielu podróżnikom sen z oczu spędza kwestia nabywania i spożywania na miejscu wyrobów alkoholowych, co do zasady niedostępnych w Jordanii. Pierwszą możliwością jest przywiezienie wysokoprocentowych trunków ze sobą. Jednakże spora część osób przylatuje do Izraela/Jordanii jedynie z plecakiem podręcznym, co uniemożliwia nadanie towarzyszki bezsennych nocy w bagażu rejestrowanym. Na miejscu można nabyć alkohol w sklepie wolnocłowym na granicy Yitzhak Rabin/Wadi Araba. Nie jest tu jakoś super tanio, jednakże przy obowiązującej promocji „druga butelka za pół ceny” za litr Ballantinesa zapłacimy 30 dolarów, ale za 2 litry już tylko 45 $. Wracając z Jordanii do Izraela również przechodzimy przez sklep wolnocłowy, gdzie za litr wódki zapłacimy 9 JOD, czyli ok. 50 złotych.  

Nie da się ukryć, że będący totalnymi abstynentami Beduini nie są jakimiś wielkimi fanami ani napojów wysokoprocentowych, ani też osób pozostających pod ich wpływem. Generalnie na terenie campów obowiązuje bezwzględny zakaz spożywania alkoholu (który według Beduinów jest nieczysty, ale my też według nich jesteśmy nieczyści jako niewierni – po alkoholu możemy być jedynie jeszcze bardziej nieczyści). Najprostszym sposobem obejścia tego zakazu jest po prostu wyruszenie z butelką poza teren obozowiska – pustynia jest bardziej tolerancyjna od jej naturalnych mieszkańców i wyrzutów nam z tego powodu robić nie będzie. Pamiętajmy jednak o sprzątnięciu po sobie miejsca, które upatrzymy sobie jako arenę spożywania alkoholu, a następnie sporów po blady świt. Nam się zdarzyło (pomimo niezwykle jasnej nocy) wódkę zgubić w trakcie jej picia, w związku z czym smutni powróciliśmy do obozowiska. Szczęśliwie druga zmiana wracając ze wschodu słońca odnalazła zaginioną butelkę. 

Co się tyczy Aqaby – to jako nadmorski kurort rządzi się ona własnymi prawami. Spożywanie alkoholu nadal jest niby zakazane, a w przypadku cudzoziemców – co najmniej niemile widziane, jednakże istnieją sklepy, w których niewierni mogą nabyć niezbędne zapasy. Na ulicach miasta próżno pytać o sklep z alkoholem – miejscowi albo nie chcą udzielić wskazówek, albo też nie potrafią (czego nie wykluczam, bo skoro sami nie piją, to po co im wiedza, gdzie jest sklep z alkoholem?). Znalazłem dwa tego rodzaju sklepy, zlokalizowane zresztą jeden obok drugiego przy ciągnącej się wzdłuż morza reprezentacyjnej ulicy Hussein Street. Wewnątrz można dostać zarówno piwo, wino, jak i alkohole wysokoprocentowe. Lokalne i importowane. Za półlitrową puszkę piwa Petra, o słusznym woltażu 8% i 10% trzeba zapłacić około 8-9 złotych. Butelka lokalnego (całkiem smacznego) rumu to natomiast wydatek ok. 45 złotych za litr, a więc jak na warunki jordańskie całkiem niedrogo.  

Rano Wadi, nocą Rum, czyli alkohol w Jordanii
Aqaba - jeden z nielicznych sklepów monopolowych