K A M B O D Ż A

 

K A M B O D Ż A

 

K A M B O D Ż A

 

K A M B O D Ż A

 

 

K A M B O D Ż A

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie

Kambodża, Angkor 

Świątynia brutto, czyli ANGKOR + WAT 
Jedno z najpopularniejszych ujęć - świątynia Angkor Wat odbijająca się w sadzawce 
Taras Słoni
Detale zdobiące mury tzw. Tarasu Słoni

Taras Słoni – budowla z serią płaskorzeźb na niższych, zewnętrznych murach. Od frontu, na zewnątrz, kroczy orszak trzygłowych słoni – ajrawat, każdy trzyma w trąbie lotos. 

Naprzeciwko Tarasu Słoni widnieje szereg identycznych wież. Noszą one nazwę Prasats Sour Prat. Służyły one do rozsądzania sporów – skłócone strony zmuszano do zajęcia miejsca na wierzchołku tej samej wieży. Po kilku dniach ten, kto nie miał racji lub był winien, odczuwał zdrowotne dolegliwości.  

Baphuon
Baphuon, świątynia wznosząca się nieopodal kompleksu Angkor Thom

Okazała świątynia w kształcie piramidy, wzniesiona na pięciu platformach przez władcę Udajaditjawarmana II (1050-1068).

Pre Rup
Panorama z głównego tarasu świątyni Pre Rup

Jedna z najstarszych świątyń, datowana na 961 r. Powstała z cegły i laterytu, w tym czasie piaskowiec nie był bowiem jeszcze materiałem wykorzystywanym przy tego typu konstrukcjach. Z uwagi na zastosowany budulec, świątynia ma wyraźnie inne, cieplejsze barwy. Świątynia miała charakter funeralny, jej nazwa oznacza dokładnie „odwrócić ciało” i uważa się, że mogły tutaj odbywać się rytuały kremacyjne. Pięć świątynnych wież przypomina konstrukcję Angkor Wat. 

East Mebon
East Mebon - jeden z posągów słoni, zdobiących każdy narożnik pierwszego tarasu

Budowla znajdowała się niegdyś pośrodku wielkiego sztucznego zbiornika wodnego, zwanego wschodnim barajem i można było do niej dotrzeć wyłącznie łódką. Świątynia wybudowana przez Radżendrawarmana II zwieńczona jest pięcioma wieżami. Przypomina piramidę, choć nie było to tak oczywiste w jej dawnym naturalnym otoczeniu, gdy wynurzała się z toni. W każdym narożniku pierwszego tarasu stoi posąg słonia. Przy wąskim chodniku na drugim tarasie także stoją cztery słonie. Są dużo mniejsze niż te z pierwszego tarasu, więc złudzenie optyczne powoduje, że budowla wydaje się być wyższa niż jest w rzeczywistości. Na najwyższej platformie jest pięć wież. W środkowej znajdował się lingam, w czterech pozostałych bóstwa uosabiające królewskich przodków. 

Ta Prohm
Słynna „ośmiornica z figowca” oplatająca budowlę w Ta Prohm 

Świątynia wygląda tak, jak została odkryta (wzmocniono jedynie sufity i ściany). Uległa potędze przyrody – obsiadły ją strzeliste wełniaki i figowce, których korzenie rozpełzły się szukając miejsca w spękaniach walących się ścian. Drzewa wyrosłe ze szczelin między kamieniami usychają, ale wcześniej walą się wieże i komnaty. Budowla jest dziełem Dżajawarmana VII, który rozkazał wznieść świątynię ku chwale swej matki. Była siedzibą klasztoru buddyjskiego na rozległym, otoczonym murem terenie. Żyło tutaj ok 12 000 osób, zaś 80 000 mieszkańców okolicznych wiosek dbało o utrzymanie kompleksu i zaopatrzenie. Po przekroczeniu przekroczeniu bramy dochodzi się do czterech głównych gopur. Do centralnej części Ta Prohm dochodzi się przez serię wież połączonych ze sobą przejściami. Świątynia miała dawniej 36 takich wież. 

Drzewa oplatające poszczególne ruiny zostały celowo pozostawione w tym stanie przez archeologów, którzy chcieli, by odwiedzający zobaczyli Ta Prohm w takim stanie, w jakim ujrzeli ją pierwsi europejscy odkrywcy. Uważa się również, że swoista symbioza dżungli z budynkami pozwoliła niektórym z nich przetrwać wiele wieków we względnie dobrej kondycji. Ta Prohm zamieszkiwali liczni przedstawiciele religijnej i społecznej hierarchii. Inskrypcja na steli głosi, że mieszkało tu 18 arcykapłanów, 2740 celebrujących kapłanów, 2002 asystentów i 61 niebiańskich tancerek. W zamkniętym skarbcu świątyni przechowywano 5 ton srebra, 35 diamentów, 45 tysięcy pereł i 4500 drogocennych kamieni. 

Banteay Kdei
Bogate zdobienia na ścianach budowli Banteay Kdei

Podobnie jak Ta Prohm, pełniący funkcję klasztoru Banteay Kdei nigdy nie był przedmiotem gruntownych prac restauracyjnych, można go więc oglądać w niemal identycznym stanie jak 900 lat temu. Nie znaleziono tutaj żadnych inskrypcji związanych z poświęceniem świątyni, nie jest więc wiadome, komu była dedykowana. W głównym pomieszczeniu doszukać się można pozostałości istniejącego dawniej drewnianego sufitu. Dostępność terenu świątynnego umożliwia przebycie go wzdłuż osi wschód – zachód. 

Preah Khan
Potężne korzenie figowca przygniatają do ziemi budowle Preah Khan 

Odnalezione tutaj inskrypcje sugerują, że świątynia została zbudowana na miejscu bitwy, w której król Dżajawarman VII pokonał wojska Czamów. Być może władca zamieszkiwał tutaj w trakcie odbudowy splądrowanego przez Czamów imperium. Podobnie jak w Ta Prohm, obserwować tu można budowle oplecione olbrzymimi korzeniami drzew figowca oraz wełniaka azjatyckiego. Kompleks zbudowany jest na planie krzyża, zgodnie z punktami kardynalnymi świata, gdzie wszystkie cztery korytarze schodzą się w centralnym punkcie. Wokół świątyni, na powierzchni ponad trzech hektarów, zgrupowane są liczne obiekty o charakterze religijnym: kaplice, różne pomocnicze pawilony i niewielkie dziedzińce. Źródła historyczne mówią, że znajdowało się tutaj 430 posągów. Utrzymaniem świątyni zajmowało się pośrednio lub bezpośrednio 360 372 służących z 13 500 wsi. 

Neak Pean 
Niewielkich rozmiarów świątynia Neak Pean

Świątynia Neak Pean położona jest na wyspie otoczonej sztuczną, kwadratową sadzawką. Jedyna jej wieża otoczona niegdyś była przez pełniące rolę strażników słonie, z których do dziś zachował się tylko jeden. 

Ta Som
Bogato zdobiona brama prowadząca na teren świątyni Ta Som

Kolejna świątynia przypisywana Dżajawarmanowi VII. Przemierzając wewnętrzny dziedziniec ku wschodnim gopurom, można podziwiać świątynny kompleks i zrekonstruowane, wolno stojące frontony opatrzone reliefami. Część wnętrz zawaliła się, tworząc labirynt głazów i gąszcz korytarzy. 

Świątynie Angkoru
Angkor Wat 

Wjazd do Kambodży jest rzeczą stosunkowo łatwą, lecz z przyczyn biurokratycznych dość czasochłonną i wymagającą pewnych pokładów cierpliwości. Najpierw trzeba odstać swoje w kolejce do opłacenia wizy (25 $). Potem trzeba wypełnić obszerny druk umożliwiający otrzymanie wjazdowego stempelka i złożyć go wraz z paszportem. Paszporty wracają w hurtowych ilościach po kilkunastu minutach i wtedy trzeba wyłowić swój spośród rzuconej sterty. Gdy już jesteś w ogródku, już witasz się z gąską… okazuje się, że trzeba wypełnić następny obszerny kwit deklaracji celnej. Cała ta procedura zajmuje przynajmniej godzinę i wydaje się być przesadnie długa w stosunku do niewielkich rozmiarów lotniska. Samo lotnisko położone jest ok 8 kilometrów od miasta Siem Reap, stanowiącego bazę wypadową do słynnych ruin Angkoru. 

Zarezerwowany przez nas hotel zapewniał transport z lotniska. To znaczy prawdopodobnie żadnych kosztów nie ponosił, bo rikszarz w trakcie jazdy miał swoje „5 minut”, by przekonać nas, dlaczego to właśnie on powinien być naszym rikszarzem podczas zwiedzania angkorskich zabytków. Problem natomiast był taki, że przyjechał jednym tuk-tukiem po pięciu chłopa z bagażami. Nie zrażony jednakże zaczął przymocowywać nasze plecaki na zewnątrz motorikszy, choć bez pomocy, pomysłu, a przede wszystkim taśmy klejącej kolegi pewnie wiele by nie wymyślił. Zabawne jest to, że człowiek wyjeżdżając do krajów „trzeciego świata” tyle naczyta się o konieczności targowania się o wszystko, że nakładając na to idącą tu w parze „czujność, przed zostaniem frajerem” często wyłącza mu się zdrowy rozsądek. Przykładowo, informacja o tym, że w cenie noclegu mamy zapewniony transport z lotniska okazała się dla nas tak istotna, że zaparliśmy się i wpakowaliśmy się z całym ekwipunkiem w pięciu do tej rikszy. To, że było niewygodnie, to mały problem. Gorzej, że na zakrętach tuk-tuk łapał takie przeciążenia, że wywrotka była nie kwestią pecha, lecz jedynie kwestią czasu. Nic się finalnie nie stało, ale gdybyśmy taką wywrotkę zaliczyli, pewnie przynajmniej część z nas poniosłaby jakieś obrażenia. A przecież druga riksza kosztowałaby 5$. Na pięciu. Po dolarze na twarz. Myślę, że słabo czułbym się myśląc w szpitalu o tym, że mogłem uniknąć wypadku wydając dolara. Człowiek ma jednak coś takiego w sobie, że oszukać się przecież nie da - miał być darmowy transport, to ma być! I kropka. 

Siem Reap - nieoczekiwana zmiana miejsc, czyli raz na rikszy, raz na motorze

Samo Siem Reap, jako typowe miasto żyjące z turystyki i jako jedno z nielicznych miejsc odwiedzanych masowo przez zagraniczniaków, kreuje nieco fałszywy obraz Kambodży. Wszędzie w miarę czysto, wszędzie elektryczność. Nikt nikogo nie zaczepia, nikt nie próbuje orżnąć. Reputację kraju trzeciego świata ratują jedynie lokalne mentyki oferujące narkotyki lub/i kobiety (zapewne własne żony lub córki, bo ten co nam taką atrakcję zaproponował nie wyglądał na takiego, co zna inne kobiety). Co prawda kilometry przewodów elektrycznych splątanych na supły, całe rodziny jadące na jednym skuterze i chaos panujący na ulicach nie pozwalał zapomnieć, że jesteśmy w Azji, jednak prawdziwa Azja zaczynała się dopiero poza miastem. 

Być uczestnikiem ruchu drogowego w Azji to dla Europejczyka prawdziwe wyzwanie. Oczywiście każdy ma inaczej – w czasie, gdy ja kurczowo zaciskałem palce na koszuli prowadzącego skuter Łukasza, on stwierdził, że generalnie jeździ się dobrze, tylko…. Wkurzają go Europejczycy, bo stają jak wryci na widok pędzącego na nich pojazdu i nie wiadomo, w którą stronę się ruszą. 

Kambodżański Angkor to moim zdaniem najbardziej pokrzywdzony zabytek świata. Nie wiem, jak mogło dojść do tego, że na uaktualnionej w 2007 roku liście „7 cudów świata” znalazł się posąg Chrystusa Zbawiciela ze wzgórza Corcovado w Rio de Janeiro, a zabrakło na niej miejsca dla świątyni Angkor Wat – największego obiektu sakralnego na świecie? Rozumiem, że w ten sposób uhonorowano bardziej samo Rio, że doceniono niewątpliwie przepiękną panoramę roztaczającą się ze wzgórza, ale nie zmienia to faktu, że cudem świata została budowla – pomnik Chrystusa. Naprawdę? To jest dzieło godne tej listy? To może od razu zastąpmy Machu Picchu Świebodzinem? Mam nadzieję, że kiedyś ta lista zostanie jednak zweryfikowana i Angkor dostanie należne mu miejsce. 

Jedna z najpopularniejszych atrakcji w trakcie wizyty w Angkorze - wschód słońca nad Angkor Wat

Jednym z żelaznych punktów programu w trakcie wizyty w Angkorze jest podziwiane wschodu słońca nad kompleksem Angkor Wat – wydarzenie to przyciąga codziennie tłumy ludzi, którzy gromadzą się na długo przedtem wokół sadzawek na terenie świątyni. Żeby zająć jakieś rozsądne miejsce, trzeba tam się stawić, gdy wszystko wokół spowija mrok. W przewodnikach zwracają uwagę, by nie zapomnieć latarki. Więc nie zapomniałem – ba, nawet wziąłem latarkę czołową, aby mieć wolne ręce. Tyle tylko, że po odpaleniu ostrej wiązki światła w zupełnych ciemnościach wszystkie przelatujące w okolicy komary zaczęły interesować się moją twarzą. Wyłączyłem więc źródło światła szybciej niż włączyłem i dalszą drogę przebywałem tak jak inni, czyli po ciemku. Oczekiwanie na pierwsze promienie wschodzącego słońca można umilić sobie kupując za 5$, najdroższą chyba w całej Kambodży, filiżankę kawy. 

W trakcie oczekiwania na pierwsze promienie wschodzącego słońca udzieliło nam się chyba napięcie otaczających nas osób, walczących ze sobą o jak najlepszą miejscówkę do uwiecznienia tego wydarzenia na słońcu. W każdym razie okazało się, że w naszej pięcioosobowej grupie aż czterech odczuwało pilną potrzebę, by załatwić tzw. „dwójkę”, w tym dwóch było w stanie krytycznym. Jak to często bywa, jedyną osobą nie odczuwającej w trzewiach zbliżających się kłopotów był kolega, który jako jedyny posiadał Stoperan. Niestety, tylko jedną tabletkę. Ja wraz z jednym z kumpli bohatersko zrezygnowaliśmy z rywalizacji o tą „tabletkę szczęścia”, podejmując ryzyko powstrzymania tego, co wydawało się być nieuniknione. Na placu boju pozostało dwóch desperatów. Początkowo właściciel Stoperanu zaproponował, że jest w stanie go oddać za 100 dolarów, całkiem rozsądnie argumentując, że nie jest to cena wygórowana w kontekście bardzo prawdopodobnej utraty godności. Później, nie wiedząc w jaki sposób wydać sprawiedliwy wyrok w tym krytycznym momencie, pojawił się pomysł, aby o wszystkim rozstrzygnęła licytacja – ten, kto wyłoży wyższą kwotę na zakup alkoholu na wieczór, dostanie tabletkę. Były to zasady przejrzyste, uczciwe, a przede wszystkim przynoszące korzyść całej grupie. Ale koniec końców trzeba było komuś tą tabletkę przekazać, bo dalsza zwłoka mogłaby pociągnąć za sobą dwie ofiary zamiast jednej. Szczęśliwiec po chwili popijał łapczywie magiczną tabletkę, natomiast postawiony w trudnej sytuacji kolega oddalił się w kierunku najbliższych zarośli. Problem jednakże polegał na tym, że na wschód słońca ściągnęły tłumy i nie sposób było znaleźć ustronnego miejsca. Kolega wrócił uradowany, gdy słońce było już wysoko na nieboskłonie. Okazało się, że szukając rozwiązania swojego palącego problemu natknął się na mnicha, który za dolara pozwolił mu skorzystać ze swojego prywatnego wychodka. W trakcie oczyszczania organizmu otworzyły się drzwi i kolega ze zdziwieniem spostrzegł, że z miejsca w którym nieoczekiwanie się znalazł, widoczny jest cały rozgrywający się ponad wieżami Angkoru słoneczny spektakl. Można zatem przyjąć, że za skromnego dolara obejrzał wschód słońca nad Angkor Wat w warunkach godnych dawnych władców miasta – siedząc na tronie, odizolowany od prostego ludu, stłoczonego przy jednej sadzawce. Niestety, zaaferowany nieoczekiwanym splotem zdarzeń nie wcisnął pinezki w mapach Google, więc podzielenie się koordynatami GPS tej nieopisywanej w przewodnikach atrakcji jest niemożliwe 

Kolorowe koszule nie były do końca przemyślanym rozwiązaniem - działały na sprzedawców pamiątek jak lep na muchy
Imponujący kompleks świątyni Angkor Wat o zachodzie słońca

Na zwiedzanie kompleksu wybraliśmy się dość paradnie – wystrojeni w koszule zakupione na bazarze w Tajlandii. Barwne koszule były lanserskim strzałem w dziesiątkę i przyciągały wzrok nie mniej niż strzeliste wieże Angkor Wat. Ich niewątpliwą zaletą było to, że nie byliśmy w stanie zgubić się w tłumie, a kierowcy naszych tuk-tuków mogli nas wypatrzeć z odległości kilkudziesięciu metrów. Niestety, wszyscy lokalni handlarze również wyłapywali nas w tłumie i podbiegali prosto do nas - kierując się biznesowym instynktem, który podpowiadał im, że ktoś, kto kupił taką koszulę, jest w stanie kupić wszystko. A przy okazji tematu zakupów – należy pamiętać o podstawowej zasadzie: wszystkie rzeczy oferowane przez handlarzy na terenie kompleksu można dużo taniej kupić w samym Siem Reap. Poza tym, jeśli już naprawdę chcemy coś kupić na terenie strefy (bez przesady, te wszystkie szale są po dolarze czy dwa – szkoda czasu, by szukać ich dwa razy taniej ), to najgorszym do tego miejscem są okolice głównej świątyni, czyli Angkor Wat. To tutaj gromadzi się najwięcej turystów i sprzedawców, zatem ceny w tym miejscu są wyższe niż przy mniej popularnych świątyniach. Łatwo to zapamiętać: cały kompleks nazywa się Angkor, jego najważniejszy obiekt to Angkor Wat. W jego pobliżu zapłacimy za wszystko drożej niż w innych miejscach Angkoru, grając więc w skojarzenia możemy zapamiętać: Angkor VAT (bo w zasadzie do wszystkich cen trzeba zapłacić niepisany podatek od kupowania w najpopularniejszym miejscu strefy) 

Słowo „Angkor” - współczesna forma sanskryckiego słowa nagara, oznacza po prostu miasto. Do dzisiejszej terminologii khmerskiej trafiło jako określenie rozległego kompleksu świątynnego, którego zapleczem były ludne zbiorowiska religijne i polityczne. 

Okres angkorski (802-1431) rozpoczął się z chwilą, gdy władca Dżajawarman II podbił terytorium odpowiadające mniej więcej wielkości dzisiejszej Kambodży, koronował się na czakrawartina (czyli władcę wszechświata) i ustanowił stolicę khmerskiego imperium w Hariharalai (dzisiejsze Roulos). Dzisiejszy Angkor zaczął kształtować się po podjęciu przez Jaśowarmana I decyzji o przeniesieniu stolicy imperium na północny wschód, bliżej świętych wód rzeki Siem Reap. Monarcha rozkazał na szczycie wzgórza Bakheng wybudować oficjalną, królewską świątynię – zalążek wspaniałej Jaśodharapury, czyli miasta Jaśowarmana. Kolejni władcy zlecali budowanie dla siebie świątyń i ufortyfikowanych miast. Najwspanialsze i najbardziej znane z nich to Angkor Wat i Angkor Thom.   

Spersonalizowany bilet wstępu do Angkoru, uprawniający do trzydniowego zwiedzania strefy

Wspaniałe ruiny Angkoru, jeszcze niedawno niedostępne – obecnie przyciągają miliony turystów rocznie. Z jednej strony psuje to trochę wizualny efekt, ale z drugiej strony, dzięki licznym ułatwieniom dotarłem tam przecież i ja. Przede wszystkim istnieje masa połączeń pomiędzy nieodległym Siem Reap a bardzo turystycznym Bangkokiem. Za przelot na tej trasie (godzina w powietrzu, zamiast kilkunastu godzin w transporcie lądowym) zapłaciliśmy całe 25 dolarów za osobę (plus za bagaż ok. 10$). Wynajęcie dwóch tuk-tuków na dwudniowe zwiedzanie kompleksu (pierwszego dnia od 8.00 do 18.00, drugiego dnia od 5.00 do 14.00), kosztowało nas ok 75 dolarów na pięciu. A wyszło tak drogo, bo podana kwota obejmowała już dobrowolny napiwek. Oczywiście, cenę końcową podniesie nieco opłata za wstęp, wynosząca 20,40 lub 60 dolarów, odpowiednio za bilet jednodniowy, trzydniowy lub tygodniowy (edit: obecnie wejście do strefy Angkor to wydatek odpowiednio 37, 62 i 72 USD). Co nie zmienia faktu, że jeśli znalazłeś się w okolicach półwyspu malajskiego, to zwiedzenie niesamowitych zabytków Angkoru jest jedną z najprostszych i najtańszych atrakcji, jaką można sobie zafundować. A jest to niewątpliwie jedno z tych miejsc na Ziemi, które zobaczyć raczej „trzeba” niż „można”.  

Angkor Wat („świątynia, która jest miastem”) jest największym obiektem sakralnym na świecie, wraz z fosami zajmuje obszar ok. 203 ha. Wymiary prostokąta, na bazie którego powstał kompleks świątynny, to 1300 na 1500 m. Jego budowę zlecił na początku swojego panowania Surjawarman II, rządzący w latach 1113 – 1150. Monarcha ten był wyznawcą Wisznu, jest więc wysoce prawdopodobne, że świątynia była poświęcona właśnie temu bóstwu. Po upadku Angkoru miasto porzucono, ale na terenach świątyni nieprzerwanie rezydowali mnisi, aż do czasu opanowania kraju przez Czerwonych Khmerów. 

Budowla, choć jest bardzo rozległa, ma dość prosty układ, co pozwala skupić się na podziwianiu jej majestatycznego piękna i monumentalnych reliefów zdobiących mury. Sama świątynia zajmuje zaledwie dziesiątą część obszaru opasanego fosą. Na pozostałym terenie stał prawdopodobnie pałac królewski i inne nietrwałe budowle, użytkowane przez mieszkańców stolicy. Jak większość hinduistycznych świątyń w Angkorze (zwłaszcza tych oficjalnych, królewskich), Angkor Wat symbolizuje niebiańską górę Meru – siedzibę bogów. Budowle wznoszone w tym stylu stały na tarasach otoczonych murami i fosami, które symbolizowały kontynenty i morza wokół góry Meru. Najważniejsze sanktuarium, umieszczane na wierzchołku świątyni, kryło świętość – kojarzony na ogół z Śiwą lingam – uświęcenie królewskiego ducha i łącznik z boską świadomością. Angkor Wat jako jedyna angkorska świątynia nie był zwrócony na wschód, lecz na zachód. Równie niezwykły jest układ reliefów, które należy odczytywać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Ponieważ taki kierunek obowiązywał przy obchodzeniu hinduskich świątyń pogrzebowych, a zachód często kojarzono ze śmiercią, sądzi się, że Angkor Wat wzniesiono jako mauzoleum Surjawarmana II. Główna, brukowana droga biegnie od zachodu wysoką groblą przekraczającą fosę o szerokości 190 m. do głównego portyku wejściowego w murze otaczającym właściwą świątynię, czyli do zachodniej gopury, która składa się z kilku przejść (trzy środkowe zwieńczone są lotosami. Środkowe, nieco niższe, przeznaczone było najprawdopodobniej dla władcy, dwa boczne są dostatecznie duże, by przeszedł przez nie słoń. Po przejściu gopury ukazują się wieże Angkor Wat, sterczące na końcu następnej grobli. Balustrady 350-metrowej grobli, łączącej gopurę ze świątynią, mają kształt nagów. W sześciu miejscach grobli – na północ i na południe – opadają schody, prawdopodobnie prowadziły one niegdyś do miasta. Czwarty ciąg schodów prowadzi do dwóch wielkich, kamiennych bibliotek, przy których są dwie ozdobne, kwadratowe sadzawki. Grobla kończy się schodami prowadzącymi na dość duży taras, przypuszczalnie miejsce różnych uroczystości. Tutaj prawdopodobnie występowały niebiańskie tancerki – apsary. Do właściwej świątyni wchodzi się przez kolejną gopurę, podążając albo na wprost ku najwyższemu tarasowi, albo przez galerię wypełnioną reliefami oraz wizerunkami dewat (żeńskich bóstw) i aspar, opasującą całą świątynię. Droga do głównego sanktuarium wiedzie przez krużganki wzniesione na planie krzyża. Zadaszone korytarze, z charakterystycznymi odsadzkami gzymsowymi, otaczają i oddzielają od siebie 4 niezadaszone zagłębienia, niegdyś zapewne wypełnione wodą. Następny bieg schodów prowadzi przez mroczną galerię na centralny dziedziniec. Wyrasta na nim niemal pionowo najważniejsze, pięciopiętrowe sanktuarium. Środkowa struktura usytuowana jest na podeście o wysokości 5,8 m i stanowi już bezpośrednie ogrodzenie właściwego budynku świątynnego. Zdobi ją pięć wież, jedna centralna i cztery narożne. Wieże (dziś wyłączone ze zwiedzania) były kiedyś dostępne wyłącznie dla władców i najwyższych kapłanów. Wszystkie razem określa się mianem Bakanu. Oplecione są kaskadami schodów - zachodnie, nachylone pod kątem 70 stopni, celowo są wąskie – miało to zapobiegać odwracaniu się podczas schodzenia. Środkowa, najwyższa wieża wznosi się na wysokość 65 metrów. Podczas wykopalisk natrafiono pod sanktuarium na studnię o głębokości równej wysokości wieży, na dnie której znajdował się sarkofag, co uprawdopodobnia tezę o mauzoleum. 

Angkor Thom
Grobla prowadząca do Bramy Południowej Angkor Thom

W 1177 r. Angkor został zniszczony przez Czamów. Cztery lata później pokonał ich Dżajawarman VII (lata panowania 1181 – 1218), który przystąpił do odbudowy imperium i budowy nowej stolicy. Angkor Thom – „wielkie miasto” otaczała 13-stokilometrowa fosa, którą przekraczało się pięcioma groblami zakończonymi imponującymi bramami. Wskazywały cztery strony świata, zaś piąta grobla prowadziła bezpośrednio do pałacu królewskiego. Wzdłuż każdej grobli biegną balustrady utworzone z wężowych cielsk dziewięciogłowych nagów. Wspierają je 54 asury (po prawej) i 54 dewy (po lewej). Każda brama zwieńczona jest czteroma tajemniczo uśmiechniętymi obliczami i ozdobiona rzeźbami trójgłowych słoni z trąbami ginącymi w kępach kamiennych lotosów. Prześwity bram są tak pokaźne, by swobodnie mogły przekraczać je prawdziwe słonie. W najlepszym stanie zachowała się południowa brama i grobla. 

Świątynia Bajon - dawno nie widziałem wokół siebie tylu uśmiechniętych twarzy

Bajon jest oficjalną świątynią króla Dżajawarmana VII, wybudowaną w samym środku Angkor Thom. Jest pierwszą świątynią tej rangi poświęconą Buddzie, zatem zasadniczo różniła się od świątyń hinduistycznych, budowanych na planie kwadratu w postaci piramidalnej, nawiązującej do świętej góry Meru. Kompleks Bajon w pierwszej, oryginalnej wersji, rozmieszczony był na poziomie podłoża. Później został zmodyfikowany trzema tarasami. Ponieważ Angkor Thom zostało solidnie ufortyfikowane, kolejni władcy uznawali je za swoją stolicę. Zamiast jednak nakazywać wznoszenie nowych świątyń królewskich, zmieniali lub rozbudowywali Bajon. Wieki takiej działalności doprowadziły do stanu obecnego budowli pełnej stłoczonej, zagmatwanej mnogości korytarzy i komór. 

Charakterystyczne dla Bajonu są kamienne twarze umieszczone na wieżach, których do dnia dzisiejszego ocalało 37 (pierwotnie było 54 wież). Na większości z nich widnieją cztery oblicza, zwrócone na północ, południe, wschód i zachód. Na czołach niektórych umieszczono trzecie oko – to efekt antybuddyjskiej krucjaty, jaka nastąpiła po śmierci Dżajawarmana VII. Wieże o kwadratowej podstawie składają się z czterech poziomów, a całość wieńczy kwiat lotosu. Na każdej z czterech jej stron wykute są pełne spokoju i łagodności ludzkie twarze o wysokości od dwóch do trzech metrów, z których emanuje enigmatyczny uśmiech religijnego uniesienia. Każda z twarzy ma przymknięte lekko powieki i usta o nieznacznie uniesionych kącikach tworzących tzw „uśmiech Angkoru”. 

Angkor Wat - scena bitewna przedstawiona na jednym z reliefów

Angkorskie reliefy tworzą nieprzerwane, długie wstęgi, po dwie z każdej strony świątyni. Ilustrują przede wszystkim epizody z Ramajany i Mahabharaty, ale nie tylko – ukazane też są sceny z udziałem władcy Surjawarmana II. 

Reliefy skrzydła południowego galerii zachodniej przedstawiają bitwę pod Kurkuszetrą. Scena ilustruje finał długoletniego sporu toczonego przez rody Pandawów i Kaurawów, jest to końcowy epizod Mahabharaty. W miarę przechodzenia wzdłuż 49-metrowej płaskorzeźby widzi się coraz bardziej zażarte zmagania wojowników. Najcięższe walki toczą się w środkowej części.