K A M B O D Ż A

 

K A M B O D Ż A

 

K A M B O D Ż A

 

K A M B O D Ż A

 

 

K A M B O D Ż A

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie

Kambodża, Phnom Penh

Smażone tarantule w stolicy khmerskiego smutku
Srebrna Pagoda w Phnom Penh

Nieco ponad trzystukilometrowy odcinek trasy z Siem Reap do Phnom Penh pokonaliśmy autobusem, który wiózł nas przez wyboiste drogi ponad siedem godzin. Gdy opuszczaliśmy autokar wychodząc na opustoszałe ulice stolicy, było już po godzinie 22. W zasięgu wzroku nie zarejestrowaliśmy żadnych innych osób, prócz oczywiście kierowców motorikszy, z którymi po długich i zaciętych negocjacjach odjechaliśmy do zarezerwowanego hotelu (żadna ze stron nie była skłonna do ustępstw, więc udało nam się wynegocjować stawkę dopiero po strzeleniu focha i odejściu z bagażami o kilkadziesiąt metrów).

Nazajutrz wyruszyliśmy w trasę po najciekawszych atrakcjach kambodżańskiej stolicy. Ponieważ Pałac Królewski i Srebrna Pagoda były chwilowo zamknięte, musieliśmy zmodyfikować plan zwiedzania. Nie wiadomo kiedy pojawił się przy nas rikszarz, z ofertą atrakcji dużo bogatszą niż ta opisana w przewodniku. Zaproponował nam wyprawę na poligon, gdzie w zależności od zasobności portfela można było sobie postrzelać z karabinu, działa przeciwlotniczego, a nawet z czołgu. Aby uwiarygodnić swoją ofertę, włączył nam na smartfonie filmik z pobytu na poligonie grupy pijanych Australijczyków. Wyglądało na to, że facet nie kłamie i naprawdę ma dostęp do ciężkiej broni artyleryjskiej, co zresztą w krajach mających świeże, niezabliźnione jeszcze rany po konfliktach wewnętrznych nie jest znowu niczym nadzwyczaj dziwnym. Nie skusiliśmy się jednak na jazdę czołgiem, udając się do Tuol Sleng, czyli przerażającego Muzeum Ludobójstwa. To przygnębiające muzeum jest obecnie najważniejszym miejscem pamięci w Phnom Penh. Dawniej w miejscu tym mieściła się szkoła średnia Tuol Svay Prey. W szkole tej reżim Pol Pota urządził największe i najokropniejsze w całej Kambodży więzienie wraz z miejscem przesłuchań, znane pod nazwą S-21. W miejscu tym, w nieludzkich warunkach przetrzymywano aresztowanych, tygodniami i miesiącami ich torturując (aż do przyznania się do zdrady rewolucji i wyjawienia personaliów współpracowników). Umęczeni więźniowie, nie będąc w stanie dłużej wytrzymać tortur, przyznawali się do wszystkich zmyślonych przewin i wydawali oprawcom własne rodziny i znajomych. Tych, którzy „winy” wyznali wywożono na pola śmierci Choeung Ek i tam brutalnie mordowano. Z około 16.000 więźniów S-21 ocalało 14 osób.

Phnom Penh, Tuol Sleng znane też jako S-21 - największe więzienie Czerwonych Khmerów

Dawne miejsce kaźni zamieniono w 1989 r. w poruszające muzeum-miejsce pamięci. Zachowano je w takim stanie, w jakim pozostawili je Czerwoni Khmerzy. Na podłogach pozostały ciemne plamy niezmytej krwi. Wzdłuż balkonów biegną zwoje drutu kolczastego, które uniemożliwiały torturowanym więźniom znalezienie łatwej śmierci poprzez samobójczy skok z okna. Przemierzając mroczne, opustoszałe sale niemalże można usłyszeć jęki torturowanych. Napisy informują o tym, co działo się w poszczególnych pomieszczeniach i opowiadają o najwyższych rangą więźniach. W pomieszczeniach po lewej stronie kompleksu pozostawiono fotografie zastanych w nich ciał osób zamęczonych na śmierć.

Phnom Penh, Tuol Sleng - miejsce kaźni tysięcy ofiar reżimu Czerwonych Khmerów, obecnie miejsce pamięci narodowej. Ku przestrodze przyszłych pokoleń pozostawiono je w  niezmienionym stanie, nie zmyto nawet plam zaschniętej krwi z podłogi

Czerwoni Khmerzy skrupulatnie prowadzili rejestr ofiar, a wszystkich więźniów fotografowano. Z zachowanych czarno-białych zdjęć powstała wyjątkowo ponura ekspozycja, obejmująca również obszerny zestaw narzędzi tortur, które szokują zarówno sposobem zastosowania, jak też prymitywizmem konstrukcji. Zbiory uzupełniają obrazy Vann Natha, jednego z ocalonych (jego talent docenił komendant więzienia o pseudonimie Duch). Przedstawiają one sceny tortur. W 2009 r. odbył się przed Międzynarodowym Trybunałem proces Kaing Guek Eava, czyli Ducha. Skazano go na 35 lat pozbawienia wolności. Sukces to iluzoryczny, biorąc pod uwagę, że udało mu się postawić zarzuty dopiero po upływie ponad 30 lat od upadku reżimu Czerwonych Khmerów.

Phnom Penh, schody prowadzące do najważniejszej świątyni w kraju - Wat Phnom

Po przygnębiającym doświadczeniu związanym z wizytą w Tuol Sleng, udaliśmy się w kierunku nieco przyjemniejszych atrakcji w centrum Phnom Penh – kompleksu pałacowego oraz tzw. Srebrnej Pagody, zawdzięczającej swą nazwę podłodze wyłożonej ponad 5000 płytek srebra o łącznej masie 5,4 ton. Następnie odwiedziliśmy Wat Phnom – najstarszą i najsłynniejszą stołeczną pagodę, zajmującą wierzchołek jedynego wzniesienia w Phnom Penh. Do świątyni prowadzą okazałe schody, ozdobione lwami i nagami, zaś u ich szczytu znajduje się vihara (świątynne sanktuarium), wiele kapliczek oraz wielka stupa.

Phnom Penh - nocne stoisko z przysmakami. Smażone owady pomagają ponoć uzupełnić białko w organizmie

Na zakończenie pełnego wrażeń dnia pojechaliśmy zobaczyć najdłuższą rzekę półwyspu Indochińskiego, czyli słynny Mekong. Po krótkiej sesji fotograficznej na rzeką, której drugi majaczył  gdzieś hen w oddali, skierowaliśmy się z powrotem do centrum miasta. Na posiłek wybraliśmy sobie lokal, w którym na żywo transmitowano mecz piłki nożnej pomiędzy Kambodżą i Laosem. Dopingując głośno miejscową drużynę, szybko zdobyliśmy uznanie lokalnych kibiców i już po chwili wspólnie wnosiliśmy toasty po każdej ciekawej akcji. Przy okazji też dowiedzieliśmy się, że zakupione przez nas w Siem Reap i noszone od dwóch dni słomiane wietnamskie kapelusze, nie są w Kambodży mile widziane, z uwagi na skomplikowaną historię łączącą oba kraje. Co prawda sami już wcześniej zorientowaliśmy się, że niektórzy Khmerzy ukradkiem podśmiewają się widząc nas w tych kapeluszach, jednak do głowy mi nie przyszło, że popełniamy jakieś faux pas. A według przekazanych nam właśnie przez tubylców informacji, zakładając wietnamskie kapelusze w Kambodży zadawaliśmy mniej więcej takiego szyku, jaki w Warszawie stałby się udziałem murzyna w futrzanej czapce Armii Czerwonej.

Po meczu poszliśmy na nocny bazar, gdzie udało nam się zrealizować złożone przez kumpla zamówienie na zakup złotego Rolexa. Podobno nawet przez dwa tygodnie działał bez zarzutu. Bazar w Phnom Penh był jak na warunki azjatyckie całkiem nieźle zorganizowany. Niestety, na scenie w centralnym punkcie bazaru odbywały się występy lokalnych gwiazd estrady, co skutkowało koniecznością szybkiej ewakuacji.

Phnom Penh - Khmerzy nauczyli się jeść smażone tarantule w trakcie wielkiego głodu, przypadającego na czas krwawych rządów Pol Pota. Dzisiaj na to niecodzienne danie decydują się wyłącznie turyści

Do hotelu wróciliśmy spacerem, przemierzając promenadę biegnącą wzdłuż Mekongu. Po drodze udało nam się trafić na uliczny punkt gastronomiczny serwujący owady. Jednym słowem: kuchnia khmerska w wersji dla szaleńców. Kambodżański fast food z karaluchami, świerszczami, żabami, pisklętami i specjalnością zakładu – smażonymi w głębokim oleju tarantulami. Spożywanie wszelakiego rodzaju owadów jest w Azji powszechne. Natomiast pomysł smażenia dużych pająków narodził się w okresie wielkiego głodu, przypadającym na czas reżimu Czerwonych Khmerów. Dziś wysmażone tarantule, przygotowane delikatnie na słodko, zjadają głównie pijani turyści. Pająki pożera się w całości, zarówno odwłok, jak głowę i odnóża, które w procesie smażenia tracą charakterystyczne włoski. Na mój gust nieco za słodkie, na szczęście można było zagryźć pikantną żabką. Niewiele brakowało, żebym zadławił się tym egzotycznym posiłkiem. Ze śmiechu. Podczas, gdy my urządziliśmy sobie piknik z owadami, pod drzwi lokalu obok podjechała motoriksza z tortem weselnym na dachu. Tort podróżował sobie w ten sposób po zakurzonych drogach, bez żadnego, najmniejszego chociaż zabezpieczenia. Ale chyba nikomu z gości weselnych to nie przeszkadzało…

Oddalone o 14 km od Phnom Penh "Pola Śmierci" Choeung Ek, gdzie odkryto masowe groby ofiar reżimu Czerwonych Khmerów. Doliczono się tutaj szczątków ponad 9000 osób

Następnego ranka kontynuowaliśmy smutny kambodżański szlak pamięci ofiar Czerwonych Khmerów. Tym razem odwiedziliśmy pola śmierci Choeung Ek, położone w odległości 14 km od stolicy. To właśnie tu dokonywano egzekucji więźniów przywożonych z więzienia S-21, których ciała wrzucano do masowych grobów. Pod osłoną nocy zwożono zdezorientowanych skazańców, z opaskami na oczach i spętanych, po czym mordowano ich - zazwyczaj ciosami pałek lub innych przedmiotów, by zaoszczędzić na amunicji. W ten sposób dawny sad i chiński cmentarz stały się jednym z najkrwawszych symboli kambodżańskiej przeszłości. Choć w całym kraju takich pól śmierci było więcej, to Choeung Ek jest największym i najważniejszym. Nierówności terenu podpowiadają, ile istnień pochowano w 129 masowych grobach. W wielkiej pamiątkowej stupie pośrodku mauzoleum złożono tysiące odnalezionych czaszek. Wszędzie widnieją też stosy kości i sterty butwiejących tkanin. Doliczono się tu szczątków ponad 9000 osób.