P E R U

P E R U

 

 

P E R U

 

 

P E R U

 

 

P E R U

Peru Machu Picchu Inkowie
Peru Machu Picchu Inkowie
Nie ma chyba osoby, która będąc w Cuzco nie zdecydowałaby się odwiedzić legendarnego Machu Picchu. Pomysł, by tam pojechać, nie różnił się więc specjalnie od pomysłu milionów innych podróżników odwiedzających corocznie to inkaskie miasto. Podróż z Cuzco do Machu Picchu nie była przedsięwzięciem nadzwyczaj skomplikowanym, choć dość czasochłonnym. Przebiegała ona w trzech etapach: początkowo dojechaliśmy autobusem do Urubamby, skąd złapaliśmy colectivo (minibusa) do Ollantaytambo – miasta znanego głównie dzięki zachowanym tam ruinom inkaskiej twierdzy. Ostatni etap podróży trzeba było odbyć pociągiem. Po odstaniu godziny w długiej kolejce do kas biletowych na dworcu kolejowym, na szczęście udało się nam kupić miejscówki na wieczorny pociąg, mogliśmy więc poświęcić kilka godzin na zwiedzanie pobliskich ruin inkaskich budowli.  
Położone na wysokości sięgającej niemalże 2800 m.n.p.m. Ollantaytambo w czasach pokoju było jedną z wielu posiadłości władcy Pachacuteca, któremu piękna okolica przypadła do gustu na tyle, by kazać wznieść tu miasto wraz z centrum ceremonialnym. Po rozbiciu inkaskiego imperium przez konkwistadorów, strategiczne położenie budowli przyczyniło się do wyboru tego miejsca jako fortecy, w której swoją siedzibą miał inkaski ruch oporu. Dowodzone stąd przez Manco Inca Yupanqui oddziały przez długi czas z powodzeniem stawiały opór hiszpańskiemu najeźdźcy. Główne atrakcje Ollantaytambo skupione są na wzgórzu Cerro Bandolista, którego część zajęta jest przez tarasy Pumatallis, nad którymi znajdują się pozostałości istniejącego tu w przeszłości centrum ceremonialnego, z wydzielonym sektorem świątynnym oraz funeralnym. Sektor świątynny tworzą budowle wzniesione z ciętych i dopasowywanych bloków kamiennych. Główną strukturą tego kompleksu jest Świątynia Słońca – niedokończony budynek, którego najbardziej znaną częścią jest tzw. Ściana Sześciu Monolitów. Stan obiektów, których budowę nagle przerwano wyraźnie wskazuje, że miasto zostało opuszczone w sposób niespodziewany i gwałtowny. Przyczyną mogła być zarówno hiszpańska konkwista, jak też wcześniejsza bratobójcza wojna pomiędzy Huascarem i Atahualpą ciężko jest to obecnie w sposób jednoznaczny rozstrzygnąć. 

Peru, Machu Picchu

Niezbity dowód na to, że inkascy developerzy budowali najpiękniej położone osiedla

Widok z Machu Picchu na dolinę Urubamby
Wieczorem odjechaliśmy do Aguas Calientes dość drogim, turystycznym pociągiem, wypełnionym po brzegi śmiałkami pragnącymi odwiedzić słynne Machu Picchu. W miasteczku, pomimo natłoku turystów którzy wysypali się z wagonów w ilościach hurtowych, bez trudu udało nam się znaleźć nocleg w przyzwoitej cenie. Mając przed sobą perspektywę zbliżającej się wizyty w miejscu zaliczanym regularnie w poczet „cudów świata” zapadliśmy w głęboki sen w oczekiwaniu jutra.
Drogę do mistycznego miasta Inków pokonaliśmy autobusem, który podwiózł nas niemalże pod samo wejście na teren ruin. Patrząc z dzisiejszej perspektywy żałuję trochę, że zabrakło nam czasu na kilkudniową przeprawę przez Andy, gdyż po pierwsze – Andy w tym regionie są nadzwyczaj piękne, zaś po drugie Machu Picchu jest miejscem tak wyjątkowym, że nie wypada tak po prostu przyjechać tam zdezelowanym autokarem. Wizyta okraszona trudami parodniowej wspinaczki z pewnością sprawiłaby mi więcej satysfakcji niż kilkunastominutowa jazda wąskimi serpentynami w kierunku ruin. No cóż, może następnym razem się uda. Jest to z pewnością jedno z takich miejsc, które można odwiedzić kilka razy w życiu nie ryzykując rozczarowania.
Obraz ruin zaginionego miasta Inków wraz z wyłaniającym się za nimi potężnym szczytem Huayna Picchu znany jest każdemu, kto choć raz w życiu miał w ręku jakikolwiek album poświęcony Ameryce Południowej. Widok ten śmiało można uznać za wizytówkę tego kontynentu, a samo miejsce jest niewątpliwie jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych miejsc na świecie. Ponieważ ciepłych słów na temat tego miejsca napisano już całe mnóstwo, wspomnę w tym miejscu o tym, co mi się w Machu Picchu nie podobało. Po pierwsze – była to cena biletu – oscylująca w granicach 20 USD (obecnie jest to prawie 50 USD), co w tamtych czasach, przy ówczesnych zarobkach i wartości dolara, a także wziąwszy pod uwagę ceny wejściówek do innych obiektów odwiedzanych w trakcie podróży było ceną dość wysoką. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej wydać 20 dolarów na wejściówkę do obiektu wartego tej ceny, niż zapłacić 5 dolarów za zobaczenie miejsca, w którym nie ma niczego interesującego. Innymi słowy – lepiej wydać 20 dolców mądrze, niż 5 głupio. Po drugie, zaraz po wejściu na teren stanowiska, można było natknąć się na osoby przycinające trawę do administracyjnie ustalonej wysokości, co i owszem, zwiększało efekt czystości i estetyki tego miejsca, natomiast minimalizowało poczucie egzotyki i niedostępności kompleksu - bądź co bądź słynącego właśnie z lokalizacji na peryferiach cywilizowanego świata. Pominąwszy te dwie kwestie, w zasadzie o marginalnym znaczeniu, można już było w pełni zachwycać się magią tego niezwykłego miejsca. Niewątpliwą jego zaletą są roztaczające się wokół górskie krajobrazy, które wręcz powalają z nóg. Machu Picchu (Stary Szczyt) położone jest na wysokości 2400 metrów, w cieniu górującego nad nim szczytu Huayna Picchu (Młodego Szczytu). Kompleks idealnie wpasowuje się w górskie zbocza, których ściany opadają stromo na długości 600 m, w kierunku wijącej się w dole rzeki - Urubamby. Co ciekawe, miasto wybudowano w taki sposób, że z brzegów Urubamby jest zupełnie niewidoczne, natomiast z góry roztacza się panorama całej okolicy, widocznej stąd jak na dłoni. Lokalizacja tego miejsca z pewnością  była dla jego budowniczych nie lada wyzwaniem – cały materiał wykorzystany jako budulec trzeba było jakoś tutaj przetransportować, a należy pamiętać, że Inkowie – podobnie jak wszystkie ludy prekolumbijskie - nie znali koła. Swoją drogą jest to nieco dziwne – przecież w samej przyrodzie występują obiekty o kształcie kolistym, aż nie chce się wierzyć, że żaden mędrzec nie wpadł na pomysł praktycznego  wykorzystania takiej formy geometrycznej. Ba! Majowie posunęli się o krok dalej – nie znali pojęcia koła jako wynalazku wykorzystywanego w przewozie osób lub transporcie rzeczy, archeolodzy znaleźli natomiast na terenach zamieszkiwanych przez tą kulturę zabawkę na kółkach. Trudno więc twierdzić, że Majowie koła nie znali. Podejmując próby jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia faktu nie wykorzystywania w życiu codziennym tak pożytecznego wynalazku jak koło, można wskazać na okoliczność, że południowoamerykańscy Indianie nie znali koni. A to właśnie obecność konia wydaje się mieć decydujące znaczenie dla oceny przydatności koła.
Panorama Machu Picchu ze szczytem Huayna Picchu w tle - najpopularniejsza ekspozycja z Peru
Peru Machu Picchu Inkowie
Machu Picchu - widok na zabudowania centralnego placu
W Machu Picchu, położonym na wysokości od 2090 d0 2400 m.n.p.m., na powierzchni około 5 kilometrów kwadratowych wybudowano w sumie około 200 budowli, wznoszonych równolegle wokół centralnego placu. Na południowym krańcu tego placu widnieje grupa budowli z najbardziej charakterystyczną, półokrągłą wieżą z niszami i oknami, zwaną El Torreón. Ta otwarta budowla zbudowana została w kształcie podkowy oplatającej świętą skałę, w której wykuto stoły ofiarne. Na północno – zachodnim krańcu placu wznosi się zespół budowli sakralnych, w którym najważniejsza ze świątyń nosi miano Świątyni Trzech Okien (z uwagi na trzy ogromne otwory w murze). Na skale w najwyższym punkcie kompleksu sakralnego usytuowany jest mierzący 1,8 metra święty kamień, czyli intihuatana („kamień przywiązujący słońce”). Był to rodzaj zegara słonecznego, wykorzystywanego przy obrzędach rytualnych związanych z równonocą. W dniach 21 marca oraz 23 września w południe, Słońce jak gdyby „przysiadało” na świętym kamieniu. Wszystkie te budowle, związane z kultem Słońca, położone były w najwyższej części miasta, do której wstęp mieli wyłącznie kapłani.  W drugiej części miasta znajdowała się strefa mieszkalna – z pałacami oraz domami mieszkalnymi, zaś najniżej funkcjonowała strefa rolnicza, z polami uprawnymi nawadnianymi zmyślnym systemem kanałów. Miasto zaopatrywane było w wodę dzięki systemowi kamiennych rynien prowadzących od górskich źródeł do studni, których doliczono się tutaj 16. Skuteczny system nawadniania tarasów uprawnych pozwalał natomiast na pozyskiwanie plonów zapewniających wyżywienie około 1000 osób (taka była szacowana przez naukowców liczba mieszkańców miasta).  
Wizytę w Machu Picchu rozpoczęliśmy od zdobycia szczytu Huayna Picchu, wznoszącego się na wysokość 2720 m i górującego bezpośrednio nad ruinami miasta. Jest to ten właśnie szczyt, który jest widoczny w tle we wszelkich folderach, albumach i książkach dotyczących tego miejsca, wyłaniający się zza murów świątyń i dawnych domostw. W czasie naszej wizyty w Machu Picchu na szczyt ten wpuszczano tylko 400 pierwszych śmiałków dziennie, stąd też wszystkie osoby zamierzające go zdobyć, rozpoczynały zwiedzanie ruin od wspinaczki na jego wierzchołek. Po zdobyciu Huayna Picchu spędziliśmy resztę dnia na dokładnym obejrzeniu każdej świątyni oraz strefy urbanistycznej, przechodząc powoli do punktu panoramicznego, z którego rozpościerała się słynna panorama na całość wzgórza poprzecinanego zachowanymi tarasami uprawnymi. Spędziliśmy tam sporo czasu, z rzadka tylko spotykając innych turystów, co w obecnych czasach wydaje się niemożliwe.
Peru Machu Picchu Inkowie
Panorama Machu Picchu w otoczeniu pięknych, andyjskich szczytów
Czytając o wprowadzanych (i planowanych) przez peruwiańskie Ministerstwo Kultury coraz to nowych ograniczeniach – zarówno w kwestii ilości osób mogących wejść na teren strefy jednego dnia, jak też co do czasu, który można spędzić na miejscu w ramach wykupionego biletu, cieszę się, że udało mi się odwiedzić Machu Picchu w czasach, gdy wśród ruin można było spotkać więcej lam niż turystów. Oczywiście, spotykaliśmy w obrębie strefy całe wycieczki, ale przy odrobinie sprytu można było przemieszczać się po mieście w taki sposób, aby natłok turystów nie dawał się we znaki. Czasami trzeba było poczekać, czasami przyspieszyć i ominąć grupę, ale nie było takiej sytuacji, żeby turyści wypełniali jednocześnie wszystkie atrakcyjne miejsca na terenie miasta. Zgodnie z wprowadzonymi ostatnio procedurami, obecnie Machu Picchu można zwiedzać wyłącznie w grupach, pod czujnym okiem licencjonowanego przewodnika. Bilety trzeba rezerwować z wyprzedzeniem przez internet, wybierając jedną z dwóch opcji czasowych: bilet ważny od 6 rano do 12 w południe, lub od 12 do 17.30. My hasaliśmy sobie swobodnie pomiędzy poszczególnymi kompleksami budowli, a w każdym z nich spędzaliśmy tyle czasu, ile uznaliśmy za stosowne. Nikt nas nie poganiał, nikt nam nie wchodził w kadr. Po dotarciu do miejsca, z którego roztacza się najsłynniejszy widok na ruiny, mogliśmy przez godzinę poleżeć sobie na kamieniach i zachwycać się krajobrazem. Delektując się właśnie w tym miejscu urokiem roztaczającej się przede mną panoramy Machu Picchu, otworzyłem paczkę papierosów zakupioną w pośpiechu od ulicznego sprzedawcy w Aguas Calientes. To był właśnie ten moment, kiedy zaciągnięcie się w zadumie papierosem sprawiłoby wyjątkową przyjemność. Niestety po otwarciu paczki okazało się, że produkt nie nadaje się do spożycia - głównie ze względu na fakt, iż nierówno ułożone filtry papierosów są w sposób nieregularny zabarwione w kolorze brunatnobrązowym, sprawiając wrażenie już kilkakrotnie używanych. Cóż, nie było wyjścia - musiałem wyrzucić całą paczkę, pomimo że najbliższy sklep znajdował się w odległości dwóch kilometrów poniżej miejsca, w którym się znajdowałem.  
Po powrocie z ruin zajęliśmy się celebrowaniem imienin Wojciecha. Spragnieni i wyschnięci po upalnym dniu spędzonym w Andach, weszliśmy do pierwszej mijanej knajpki i zamówiliśmy po litrowym piwku (czym w każdym miejscu wzbudzaliśmy szacunek tubylców, praktykujących raczej picie w stylu: jedno piwo plus trzy szklanki). A ponieważ peruwiańska branża turystyczna zorganizowana była znakomicie, po chwili z głośników rozległa się jakaś ludowa wersja disco peruwiano, zaś barmanka zniknęła na dłuższą chwilę na zapleczu. Nagle nie wiadomo skąd pojawiły się dwie młode dziewczyny (prawdopodobnie córki szefowej baru) i rozpoczęły pląsy na środku pomieszczenia. Trzy minuty wcześniej była tu ciemna, pusta sala. Zanim zdążyliśmy dobrze zwilżyć wargi piwem - okazało się, że jesteśmy na dyskotece. I to na prywatnej dyskotece, na której jakoś tak się dziwnie złożyło, że tańczyły wszystkie dziewczyny i żaden chłopak.

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie