T A J L A N D I A

 

 

T A J L A N D I A

 

 

T A J L A N D I A

 

 

 

 

 

T A J L A N D I A

 

 

 

T A J L A N D I A

 

T A J L A N D I A

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie

Tajlandia, Koh Yao Noi/Phang Nga

Jak spędzić dwa dni na egzotycznej wyspie i nie umrzeć z nudów? 
Zatoka Phang Nga, na głównym planie Wyspa Jamesa Bonda

Trzeba to sobie jasno powiedzieć – podróżowanie po świecie to nie tylko same przyjemności. Nie zawsze można oddawać się relaksowi spacerowania z ciężkim plecakiem zakurzoną drogą lub spędzać czas na brudnym dworcu kolejowym w oczekiwaniu na opóźniony pociąg, w którym trzeba będzie przetrwać kolejną noc. Czasami parszywy los rzuci człowieka na jakąś wyspę, gdzie prędzej czy później przyjdzie mu przeżyć gehennę na plaży. Wiedząc o tym, zawsze staram się wyjeżdżać w okresie, gdy w Polsce panuje zima. Wtedy, gdy przyjdzie mi katować się w bezlitosnych promieniach palącego słońca, mam przynajmniej świadomość, że moi bliscy nie muszą tak cierpieć. I jeszcze w dodatku to morze… Bałtyk ze swoimi 16 stopniami przynosi chociaż chwile ukojenia w upalny dzień. Ale co to za przyjemność przebywać w wodzie, która ma 25 stopni? Po prostu dramat. 

W takich parszywych warunkach przyszło mi spędzić kilka dni, zaś na miejsce kaźni wybrałem niewielką wysepkę Koh Yao Noi, podstępnie unoszącą się wśród szpetnych wód Morza Andamańskiego, w obrębie zatoki Phang Nga.  

Tradycyjna tajska łódź przy plaży na Koh Yao Noi

Dotrzeć tam najłatwiej jest z pobliskiego Phuket – duża część osób wybiera właśnie tą wyspę na swoje tajskie wakacje, spora grupa też kursuje po innych wielu niezaprzeczalnie pięknych wysepkach, które w równym stopniu kojarzą mi się ze spektakularnymi krajobrazami, co z natłokiem turystów poszukujących swojego raju. Potrafię to oczywiście zrozumieć, lecz choć post ten piszę w żartobliwym tonie, co do jednego jestem zupełnie poważny – naprawdę jestem typem, który zatrzyma się na wyspach przy okazji zwiedzania Angkor Wat, a nie poleci do Angkoru przy okazji pobytu na wyspach. Nie twierdzę, że to lepiej czy gorzej. Tak już po prostu mam, że lubię trochę inaczej spędzać czas niż wiele osób.   

Z pobytu na słynnej Phuket zrezygnowałem po przeczytaniu wielu mniej lub bardziej wiarygodnych relacji o hordach pijanych Angoli nocą, górach śmierdzących śmieci za dnia oraz wszechobecnej drożyźnie, spowodowanej zresztą zapewne m.in. hordami pijanych Angoli. Sam nie wierzę w to co piszę, ale wygląda na to, że głównym powodem rezygnacji z pobytu na Phuket były niekończące się imprezy wypełnione pijano-naćpaną masą ludzką. Teoretycznie więc moje naturalne środowisko, lecz nie tym razem. Po dwóch tygodniach w intensywnej podróży marzyło mi się coś kameralnego i spokojnego. Malutka Koh Yao Noi, wyspa niezbyt popularna wśród turystów i leżąca w zasadzie poza zasięgiem przewodników, wydawała się miejscem idealnym do tego, by podładować nieco bateryjki wyeksploatowanego organizmu. I pod tym kątem był to strzał w dziesiątkę. Trzeba powiedzieć, że Koh Yao Noi wraz z położoną nieopodal Koh Yao Yai uchodzą powszechnie za ostatnie w tym rejonie wyspy nieskażone masową turystyką. Niewątpliwym plusem tego stanu rzeczy jest brak hurtowych ilości kiepów w piasku i opakowań z Mc Donalda w morzu. Szumu morza nie zakłócają technobity z dyskotek, a jedynymi pijakami łapiącymi kraby na plaży byliśmy my. Zamieszkaliśmy w domkach położonych tuż przy plaży, na której w zasadzie nikt poza nami się nie pojawiał. Minusem, przynajmniej jak na warunki tajskie, był z pewnością brak infrastruktury gastronomicznej, co sprowadzało się do tego – jak wszędzie tam, gdzie wybór lokali jest prawie żaden – że płaciliśmy wysokie ceny za małe porcje parszywego jedzenia. Jak się okazało, największą niedogodność stanowił jednak fakt, że wyspę zamieszkiwała praktycznie w całości ortodoksyjna mniejszość muzułmańska, co skutkowało między innymi tym, że w jedynym na całej wyspie sklepie Seven Eleven (do którego musieliśmy jechać 10 minut skuterem) wprowadzono sprzeczny z ideą tej sieci zakaz sprzedaży alkoholu. Na szczęście, pieniądze to odrębna religia i znalazło się kilka osób, które zachowały człowieczeństwo i sprzedawały nam po zawyżonych cenach rum i lokalną whisky, dzięki czemu nie zostaliśmy odarci z resztek godności. Rum ten spożywaliśmy na naszej plaży, wstawiając do schłodzonego wieczorną bryzą morza plastikowe krzesełka, na których siadaliśmy zanurzeni po szyję.

Zatoka Phang Nga, wyspa Ko Panyi z niewielką, muzułmańską wioską rybacką wzniesioną na palach

Zatoka Phang Nga to zatoka Morza Andamańskiego pomiędzy wyspą Phuket, wyspami Phi Phi, a lądem stałym na Półwyspie Malajskim. Powierzchnia zatoki wynosi ok. 400 km². Od roku 1981 większa powierzchnia tej zatoki została objęta ochroną parkiem narodowym Phang Nga. Wyspy w zatoce zbudowane są z wapieni, tworząc krajobraz z ok. 40 wyspami o fantastycznych kształtach. Wysokość górzystych form wysepek sięga nawet 275 m n.p.m. Na większości z tych wysp znajdują się wyżłobione przez wodę jaskinie. Największymi perełkami zatoki są wyspy: Khao Khian, na której klifach zachowały się starożytne malowidła naskalne; Ko Panyi mieszcząca niewielką, muzułmańską wioskę rybacką z zabudową wniesioną na palach; Ko Phang ze wspaniałymi, wyżłobionymi przez wodę jaskiniami i Khao Ping Khan, zwana też „Wyspą Jamesa Bonda”, na której kręcono sceny do filmu: Człowiek ze złotym pistoletem. 

Zatoka Phang Nga

Żeby nie oszaleć od nadmiaru wolnego czasu, jeden dzień spędziliśmy na zwiedzaniu wyspy skuterami, drugiego zaś popłynęliśmy na kilkugodzinny rejs wśród dziesiątek wysepek porozrzucanych malowniczo po zatoce Phang Nga. Koh Yao Noi stanowi dobrą bazę wypadową na tego rodzaju wyprawę, gdyż znajduje się znacznie bliżej tych wysepek niż Phuket, co nie pozostaje bez wpływu na cenę wynajęcia łodzi i komfort wycieczki. Podczas, gdy z Phuket wypływały łodzie zapełnione turystami, przepychającymi się wzajemnie by zrobić zdjęcie, my mieliśmy łódź tylko dla siebie, płacąc za to połowę stawki. Ponadto, nasza wyspa położona była niejako po drodze, dlatego wypływając o tej samej porze co rejsy z Phuket, na miejsce docieraliśmy przed większością chętnych. I chociażby ten fakt wynagrodził nam wszelkie niedogodności związane z lokalizacją wyspy poza marginesem turystycznych szlaków. Było więc całkiem fajnie – pomimo bezpośredniej bliskości plaży, palm i morza.