Przywiezione ze sobą z Polski wyobrażenie o Dubaju uległo pierwszym modyfikacjom już na terenie lotniska. Gdy czekaliśmy grzecznie w kolejce do okienka odprawy paszportowej (pracownicy w tych okienkach to jedyni Arabowie parający się pracą, których widziałem w Dubaju), oddzielne przejście „biznesowe” szturmował gość ledwo trzymający się na nogach. Postawiłbym każde pieniądze, że za momencik wyląduje w areszcie, tym bardziej że zignorował porady pracownika służb porządkowych wyraźnie sugerującego, by sobie „chwilę odpoczął”. Kołysząc się ruszył w kierunku urzędników imigracyjnych, przechodząc odprawę niepewnym krokiem. Prawdopodobnie nie był to zwykły turysta, niemniej jednak już w tym momencie oficjalny wizerunek kraju zwalczającego rzekomo drastycznymi metodami spożycie alkoholu, uległ zaburzeniu.

Kolejnym zaskoczeniem był koszt nocnego przejazdu z lotniska do centrum miasta-wyniósł on w punkcie prepaidowym ok 50 zł na 4 osoby. Co więcej, zgodnie z wywieszonym cennikiem taksówka z Dubaju do Abu Dhabi kosztowała ok 350 zł (odległość 140 kilometrów). Oczywiście, paliwo w światowym centrum wydobycia ropy z pewnością jest tanie, ale przecież tanie paliwo w drogich miastach nie zawsze gwarantuje taniość usługi. Kolejka do taryfy była długa na kilkaset metrów, ale dzięki perfekcyjnej organizacji czekaliśmy nie dłużej niż kwadrans. Nasz kierowca – Hindus był klasą samą dla siebie. Najpierw nie zrozumiał, dokąd ma nas zawieźć usprawiedliwiając nieznajomość miasta argumentem „sorry, my mind doesn’t work”. Potem na wieść o tym, że jesteśmy z Polski ogłosił z satysfakcją, że oczywiście, że wie, że zna, bo przecież Polska słynie z….. mleka. Był to zarazem pierwszy i ostatni raz, gdy obcokrajowiec nie skojarzył naszej ojczyzny z wódką (nota bene sprawdziłem te rewelacje i rzeczywiście okazało się, że Polska jest światowym potentatem, jeśli chodzi o eksport mleka do Indii i Chin). Gdy przejeżdżaliśmy już przez centrum, przed nami pojawił się radiowóz na sygnale, który skręcił w bramę wypełnioną tłumem ludzi. Kierowca wytłumaczył nam, że jest tu dyskoteka i często dochodzi do bójek pijanych uczestników imprez. „To można pić w Dubaju?” spytałem z niedowierzaniem. „No problem” odpowiedział z uśmiechem nasz hinduski kierowca. Przywieziony w głowach z domu obraz Dubaju po raz kolejny zatrząsł się w posadach.

W zarezerwowanym hotelu napotkaliśmy drobne trudności. Okazało się, że mieli problem z pobraniem zaliczki z karty i mamy nocleg tylko na jedną noc. Dzięki temu kolejne 2 noce spędziliśmy w stumetrowym apartamencie z czterema łazienkami. Osobodoba kosztowała co prawda 45$, ale za takie warunki w centrum Dubaju ta opłata wcale nie wydaje się jakoś strasznie zawyżona.

Około 2 w nocy wyszliśmy na miasto w poszukiwaniu jedzenia. Po paru chwilach znaleźliśmy bistro z burgerami, gdzie podano nam pyszną shoarmę z rozpływającym się w ustach mięsem, co było miłą odmianą po ponad tygodniowym spożywaniu afrykańskich posiłków na bazie twardego, nigdy nie dorobionego mięsa. Koszt shoarmy-6 i pół złotego, czyli dwa razy taniej niż kebab w rodzinnym mieście. W drodze powrotnej do hotelu najpierw minęliśmy dwóch holujących się, pijanych w sztok hindusów, by po chwili doznać prawdziwego wstrząsu-z okna przejeżdżającej obok taksówki wychyliła się pijana dziewczyna kierując do nas pytanie, czy nie szukamy przypadkiem taksówki? Jej koleżanka, z włosami skrytymi pod hidżabem, przesyłała w tym czasie w naszą stronę „całuski”. To wszystko wydarzyło się w rzekomo policyjnym kraju, w mieście w którym podobno obowiązuje prohibicja, a za przebywanie w miejscu publicznym pod wpływem alkoholu grożą surowe kary, z karą więzienia włącznie. Czy aby tak jest w rzeczywistości? Czy obowiązujące oficjalnie normy zachowań są przestrzegane w praktyce? A może po prostu zachodnie media celowo przedstawiają fałszywy obraz arabskiego świata? Odpowiedź na te pytania z pewnością nie jest ani oczywista, ani prosta. Ja wiem, że w ciągu pierwszych trzech godzin spędzonych w Dubaju zdołałem zrozumieć, że wszystko co przed przyjazdem przeczytałem o tym miejscu, to nieprawda.

                 Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

                 Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

                 Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

       Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

       Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

         Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

NAPISZ

nAPISZ DO MNIE

Lorem ipsum

podróże Peru Lima zwiedzanie

ZEA, Dubaj

Dubai Marina - imponujące wieżowce otaczające malowniczy port
Miasto zupełnie inne, niż myślisz...
Dubaj - zbudowany pod koniec XIX wieku dom szejka Saeed Al-Maktoum

Następny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Starego Dubaju, zaczynając od położonego nieopodal naszego hotelu, świetnego Dubai Museum (koszt wstępu–3,30 zł). Muzeum mieści się w najstarszym budynku w mieście, wzniesionym w 1787 r. ze skały koralowej. Fort Al Fahidi posiada trzy wieże obronne i typową dla terenów pustynnych architekturę. Na dziedzińcu znajduje się ekspozycja dawnych łodzi rybackich dhow. Można też zobaczyć barasti hut (drewniany domek) oraz zajrzeć do wnętrza konstrukcji wieży wiatrowej. Wokół dziedzińca głównego mieszczą się sale poświęcone broni i instrumentom muzycznym. Druga część ekspozycji znajduje się w podziemiach, a składają się na nią świetnie przygotowane schematy opowiadające dzieje miasta i życia codziennego Beduinów. Sala archeologiczna zawiera znaleziska z wykopków–najstarsze datowane na 3000 lat pne.

Po wizycie w muzeum zagłębiliśmy się w plątaninę wąskich uliczek starego miasta, które zaprowadziły nas do Textile Souk, czyli bazaru z odzieżą i pasmanterią, gdzie w końcu mogliśmy w pełni poczuć, że jesteśmy w kraju arabskim. Dotychczas wiele rzeczy zdawało się temu przeczyć, chociażby chodniki-tak czyste, że spacerując po nich odczuwało się pewien dyskomfort, uważając by ich nie zanieczyścić. Prawdą jest, że na ulicach nie zalegają prawie wcale żadne śmieci czy niedopałki. Zapewne częściowo jest to efekt wysokich kar za śmiecenie, lecz zapewne też łatwiej zaszczepić palaczom gaszenie papierosów w popielniczkach, gdy te popielniczki po prostu są. A w Dubaju śmietniczki z dużymi popielniczkami są ustawione przy większych ulicach dosłownie co 100 metrów.

Przechodząc nadbrzeżem Dubai Creek (Zatoka Dubajska) dotarliśmy do Muzeum Sheikh Saeed Al-Maktoum House, mieszczącego się w jednym z najstarszych budynków w całym Dubaju. Zbudowany w 1896 roku dom, jest wspaniałym przykładem tradycyjnej architektury tamtych czasów. Pomieszczenia znajdują się na dwóch piętrach, położonych dookoła dużego dziedzińca. Nad dachem łatwo dostrzec wieże wiatrowe - dawne urządzenia klimatyzacyjne, które zapewniały stałą cyrkulację powietrza wewnątrz budynku. Budynek jest dość dyskretnie zdobiony rzeźbionymi występami nad oknami oraz drewnianymi balustradami. W pomieszczeniach muzeum można obejrzeć ciekawą kolekcję zdjęć z lat 40. i 50. XX wieku, przedstawiającymi Dubaj zanim odkryto tutaj złoża ropy naftowej. W innych salach mieszczą się kolekcje starych monet z minionych dwóch stuleci, dawnych znaczków i map.

Dubaj - typowa dawna arabska łódź dhow na dziedzińcu Muzeum Dubajskiego

Jako że godzina była jeszcze młoda, przepłynęliśmy za 1 dirhama na drugi brzeg Zatoki Dubajskiej, gdzie główną atrakcję stanowią dwa inne bazary. Na pierwszym z nich, niezwykle barwnym Spice Souk (bazar z przyprawami), kolorowe przyprawy wypełniają otwarte witryny sklepików w ciasnych uliczkach. Można tu nabyć m.in mirrę i kadzidło, perski szafran, herbaty, czy mieszanki przypraw. Drugi to Gold Souk, czyli pasaż ze złotem i diamentami, gdzie obok nowoczesnych wzorów wystawiane są misternie wykonane tradycyjne ozdoby, takie jak zausznice, diademy czy naramienniki. Wszystkie odwiedzone przez nas bazary były ładne i ciekawe, natomiast nie do końca jestem przekonany o ekonomicznym sensie ich istnienia. Większość spotykanych tu ludzi stanowili turyści, przybywający tu głównie, by porobić zdjęcia, a nie kupować złoto. Arabów również niewielu zapuszczało się na targi. Większość sprzedawców była hinduskiej urody, również zaczepiający nas co 10 metrów w całej starej części miasta „sprzedawcy rolexów” mieli rysy twarzy mieszkańców półwyspy Indyjskiego. W całym Starym Dubaju widać zresztą było gołym okiem, że wszelaki przepych tego miasta skupił się w dzielnicach wieżowców oraz przystani promowych. O niezgodności pomiędzy staromiejską rzeczywistością okolic Dubai Creek a folderami reklamującymi Dubai jako miejsce, gdzie Arabowie schodzą z pokładów swych jachtów tylko po to, by przejechać się swym lamborghini, świadczyć mogą chociażby sąsiadujące ze sobą przy jednej z głównych ulic sklepy typu „wszystko po 10 dirhamów”. Wewnątrz można nabyć wiele ciekawych towarów, począwszy od zabawek i pamiątek, poprzez ciuchy, a na dywanach skończywszy. I wszystko faktycznie po 10 dirhamów, czyli 11 złotych. Przyjemnie zaskoczeni również tym finansowym aspektem pobytu w Dubaju, usiedliśmy w restauracji, by odpocząć chwilę popalając sziszę. A obawiałem się, że w tym mieście nie będzie mnie stać, by siadać w restauracjach.

Wieczorem pojechaliśmy pod Burj Khalifa, by zrobić rekonesans przed planowanym na następny dzień wjazdem na taras obserwacyjny najwyższego budynku świata oraz obejrzeć spektakl światło i dźwięk w wykonaniu Fontanny Dubajskiej, czyli najwyższej na świecie multimedialnej fontanny. Dubai Fountain ma 275 m długości, podświetlona jest przez 6600 reflektorów i 25 barwnych projektorów, a podczas pokazów woda wystrzeliwuje na wysokość 150 m przy akompaniamencie muzyki klasycznej i tradycyjnych melodii arabskich. Koszt budowy fontanny wyniósł 218 mln dolarów. Po powrocie w rejon hotelu zabawiliśmy się w kulinarnych odkrywców, przekonując się na własnym podniebieniu do jakiego stopnia można przesolić frytki w Burger Kingu.

W życiu trzeba stawiać sobie najwyższe cele. W myśl tej dewizy kolejny dzień rozpoczęliśmy od wjazdu na taras widokowy najwyższego budynku na świecie, czyli wieżowca Burj Khalifa, będącego jedną z ikon symbolizujących niewiarygodny rozwój Dubaju. Budowla mierzy 829,8 m wysokości i została oddana do użytku w 2010 r. Projekt wieży łączy w sobie inspiracje tradycyjnymi elementami architektury islamu i wzorowanego na konstrukcji spiralnej minaretu. Zwężająca się ku górze konstrukcja z 27 uskokami zakończona jest smukłą iglicą. Bryła budowli zapewnia maksymalny dostęp światła dziennego do pomieszczeń oraz wspaniały widok na okolicę z każdego skrzydła budynku. Dzięki zastosowaniu innowatorskich rozwiązań technologicznych budowla pomimo swojej wysokości jest bardzo stabilna, maksymalne odchylenie wieży na jej szczycie przy podmuchach wiatru to ok. 1,5 m. Obecnie pełni funkcje budynku mieszkalnego, hotelowego i biurowego. Burj Khalifa może poszczycić się największą liczbą pięter i najwyższym piętrem mieszkalnym na świecie. Do jej budowy zużyto 53 tys m³ cementu i 55 tys ton stali, a prace przy jej wznoszeniu zajęły 22 mln godzin roboczych. W wieży znajduje się 57 wind, a najszybsza winda dwupoziomowa, obsługująca taras obserwacyjny, porusza się z prędkością 10 m/sek. Jeśli ktoś ma opory, może zawsze skorzystać z klatki schodowej gdzie jedyne 2909 stopni zaprowadzi śmiałków na 160 piętro. Do pokonania jest tylko 2909 stopni Punkt obserwacyjny At The Top znajduje się na 124 piętrze, na wysokości 452 m i jest drugim najwyżej położonym tarasem widokowym na świecie. Z tarasu widokowego roztacza się zapierająca dech w piersiach panorama Dubaju. Widać też jednocześnie jak na dłoni, że miasto powstało w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci, a oglądane z góry wieżowce zdają się wyrastać z pustyni. Nowoczesne biurowce skoncentrowane są przy głównych arteriach przecinających miasto, resztę krajobrazu wypełnia niska zabudowa.

Z praktycznych informacji, o których warto pamiętać przed wjazdem na Burj Khalifa należy wspomnieć o tym, że bilety na zwiedzanie wieżowca należy kupić z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem (można wtedy wybrać sobie dowolną godzinę zwiedzania, a cena jest ponad dwukrotnie niższa). Główne wejście znajduje się w największym pod względem powierzchni centrum handlowym na świecie-Dubai Mall. Aby uniknąć błądzenia pomiędzy drogimi butikami należy poszukać najbliższego budowli wejścia od strony dziedzińca z fontanną.

Na dole obeszliśmy i obfotografowaliśmy budynek z każdej możliwej strony. Na dalsze zwiedzanie postanowiliśmy wyruszyć metrem i tutaj zaczęły się nasze problemy. O ile przejście z galerii Dubai Mall do najbliższej stacji metra odbywa się klimatyzowanym, kilkusetmetrowym pasażem, o tyle ta sama droga na zewnątrz zajęła nam grubo ponad godzinę. Zanim rozszyfrowaliśmy jak i gdzie dojechać, minęło kolejne pół. Finalnie dotarliśmy do Dubaj Marina późnym popołudniem. A tam czekał na nas sześciokilometrowy deptak, który był wygodnym rozwiązaniem wyłącznie dla tych, którzy wiedzieli dokąd chcą pójść. My nie wiedzieliśmy, a dodatkowo musieliśmy obejść jakiś większy plac budowy, więc i tutaj straciliśmy mnóstwo czasu.

Dubaj - stoiska z przyprawami na Spice Souk atakują zmysły różnorodnością zapachów oraz intensywnością barw

Dubai Marina to pełna przepychu dzielnica mieszkalna wybudowana wokół sztucznego kanału o tej samej nazwie, rozciągająca się na długości ok 3 km wzdłuż linii brzegowej Zatoki Perskiej. Zgodnie z powszechnie panującą opinią, liczne drapacze chmur przypominają nieco krajobraz Hongkongu, ale styl życia mieszkańców przywodzi na myśl raczej Miami, z uwagi na wszechobecne tutaj szybkie samochody, piękne jachty, eleganckie restauracje i ekskluzywne butiki.

Gdy dotarliśmy w końcu do przystani promowej okazało się, że został nam tylko ostatni rejs. Co prawda udało się kupić bilety (znowu pozytywny szok cenowy – 55 złotych za 90-ciominutowy rejs wzdłuż całego miasta), ale trzy czwarte czasu na promie spędziliśmy już po zmroku. Gdybyśmy nie stracili kilku godzin na plątanie się bez celu i skorzystali po prostu z taniej taksówki, z pewnością udałoby nam się wybrać jeszcze wcześniej na rejs w kierunku słynnego hotelu Burj Al Arab oraz sztucznej wyspy Palm Jumeirah, by podziwiać te niesamowite budowle w miękkim świetle popołudniowego słońca. A tak musieliśmy zadowolić się widokiem nocnym. Warto o tym pamiętać, będąc pierwszy raz w Dubaju i mając niewiele czasu na jego zwiedzanie: taksówki, taksówki i jeszcze raz taksówki.

Przystankiem końcowym promu była znana już nam przystań przy promenadzie ciągnącej się wzdłuż Dubai Creek. Uznając, że po przebyciu tylu kilometrów należy nam się jakaś gratyfikacja, usiedliśmy w jednej z urokliwych restauracji położonych nad wodami Zatoki Dubajskiej na solidny posiłek. Syty zestaw mięsny dla dwóch osób kosztował ok 80 zł. Owoce morza w podobnej wersji to wydatek około 50 euro. Nie dość, że taniej niż w wielu europejskich krajach basenu Morza Śródziemnego, to jeszcze z homarem w zestawie. Naprawdę, Dubaj nie przestawał nas pozytywnie zaskakiwać. Jechaliśmy tutaj przygotowani na wszechobecną drożyznę i policję obyczajową na każdym skrzyżowaniu. Okazało się, że na całej naszej afrykańsko-azjatyckiej trasie, to właśnie tutaj spędziliśmy czas w największych komfortach, a co najważniejsze-nie zmieniając modelu naszego naturalnego zachowania, tak dalece odbiegającego zarówno od arabskiego systemu wartości, jak też od standardów cywilizowanego świata 😉  

Dubaj - kompleks  nowoczesnych wieżowców wokół Dubai Marina

Trzeba przyznać, że Dubaj robi wrażenie. Zaskakuje przede wszystkim niezgodność obrazu zastanego na miejscu z wyobrażeniami na temat tego miasta. Spodziewałem się tu zwłaszcza niebotycznych cen i obowiązkowego podporządkowania się rygorystycznym normom obyczajowym, tymczasem spędziłem miło czas w miejscu zaskakująco niedrogim, w którym czułem i zachowywałem się dość swobodnie. Chociaż po zaledwie trzech dniach spędzonych tutaj trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to co widziałem to była twarz wielokulturowej metropolii, czy może raczej jedynie maska systemu wyzyskującego rzesze wypełniającej ulice ludności z Pakistanu, Indii czy Bhutanu. I czy ten cały przepych przeszklonych wieżowców to wizytówka rzeczywistej zamożności szejków, czy może jedynie zwykły szpan, mający na celu ukrycie pierwszych skutków niechybnie zbliżającej się ekonomicznej zapaści petromocarstwa?

Dubaj rozciąga się wzdłuż linii brzegowej Zatoki Perskiej, na terenach które udało się wyrwać pustyni, zajmującej większą część powierzchni Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Obecnie, w mieście będącym stolicą drugiego co do wielkości emiratu mieszka ok. 2 milionów mieszkańców. Wszystkich emiratów jest siedem, zaś największym pod względem wielkości jest emirat Abu Dhabi. Szokować może tempo, w jakim następuje rozwój urbanistyczny oraz gospodarczy Dubaju-jeszcze w latach 30-tych XIX wieku była tutaj jedynie niewielka osada rybacka. Wszystko zmieniło się w roku 1950, gdy odkryto złoża ropy. Od tego momentu emiraty błyskawicznie zgromadziły znaczne bogactwa, co najwyraźniej widać właśnie w Dubaju, gdzie szejkowie wdrożyli niezwykle ambitny program inwestycyjny przeobrażając niewielki ośrodek miejski w kosmopolityczną i ultranowoczesną metropolię. Bezpośrednim skutkiem tych działań była również dywersyfikacja źródeł dochodu emiratu, w której oprócz wydobycia ropy ważną rolę w gospodarce zaczęły odgrywać handel, usługi oraz przemysł, a w ostatnich latach również turystyka.

Dubaj - mierząca niemal 830 metrów wysokości konstrukcja Burj Khalify, najwyższego budynku świata